22.07.2017

Rozdział 039 - A Leon będzie?

7 komentarzy:
16 lipca 2015r. (czwartek)



Violetta
Promyki słońca przedostały się przez firanki, które lekko powiewały przez wiatr z otwartego okna, do mojego pokoju. Spojrzałam na godzinę w telefonie - 9:00. Stwierdziłam, że pora wstawać. Nie ma co marnować dnia. Usiadłam i rozciągnęłam się. Przetarłam dłońmi oczy i wstałam z łóżka. Podeszłam do szafy wybrałam ubrania i  pokierowałam się w stronę łazienki. W tym samym czasie ze swojego pokoju wychodził Federico. Spojrzałam się na niego.
Podobny obraz- Cześć, braciszku. - uśmiechnęłam się łobuzersko i szybko pobiegłam do łazienki, czując, że Fede biegnie za mną.
Wbiegłam do pomieszczenia i zamknęłam za sobą drzwi na klucz.
- Hej, wpuść mnie! - krzyczał, waląc pięściami w drzwi.
- Byłam pierwsza! - zaśmiałam się.
Związałam włosy w niechlujnego koka. Umyłam twarz i wyszczotkowałam zęby. Następnie zaczęłam się malować, ale zrobiłam bardzo delikatny makijaż. Nie chcę męczyć twarzy tysiącami kosmetyków. Nie dzisiaj. Po skończeniu, rozpuściłam koka, rozczesałam włosy i podkręciłam je lokówką, aby wyszły lekkie fale. Na koniec ubrałam przyszykowane ciuchy, czyli pudrowo różowa koszula i krótkie, białe spodenki. Na koniec spryskałam szyję perfumami i wyszłam z pomieszczenia.
- Fede! Wolna łazienka! - krzyknęłam.
- Nareszcie. - usłyszałam z jego pokoju.
Uśmiechnęłam się do siebie i zeszłam do kuchni. Przywitałam się z tatą i ciocią, a następie pomogłam przyrządzić śniadanie. Razem z ciocią zrobiłyśmy omlety. Akurat kiedy stawiałam talerz z jedzeniem przyszedł mój brat. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść.
- Muszę już zacząć pisać piosenkę, bo nie chcę na ostatnią chwilę. - odezwałam się.
- Masz rację, dzisiaj weźmiemy się do pracy. - odpowiedziała Angie. - Przyszykuj po śniadaniu kartkę i długopis. Zajmiemy się pisaniem tekstu, a dopiero potem melodii. Wystarczy jedna zwrotka i refren.
- Trochę mnie to zastanawia, dlaczego sami mamy napisać piosenkę skoro szkoła jest po to, żeby się tego nauczyć. Niektórzy jeszcze tego nie potrafią. - zauważyłam.
- Nauczyciele chcą tylko zobaczyć, jak sobie dacie radę, ale nie biorą tego bardzo pod ocenę. Najbardziej musisz skupić się na głosie.
Przytaknęłam.
- A to nie będzie trochę nie fair wobec innych, że będziesz mnie oceniać, jako ciocia podczas występu? - zapytałam, biorąc gryza omleta.
- Nie będę mogła być w jury przy twoim występie, będę mogła jedynie patrzeć, ale nie będę oceniać. - wyjaśniła.
- Angie, boję się. Boję się, że się nie dostanę i będę musiała zostać w tej chorej szkole. Ja naprawdę chciałabym chodzić do Studia, to moje marzenie. Co jeśli mi się nie uda? - wymamrotałam, bawiąc się widelcem w talerzu.
- Kochana, poradzisz sobie. Będziemy dużo ćwiczyć. Musisz w siebie uwierzyć. - mówiła pokrzepiającym głosem.
- Dzięki, Angie. - uśmiechnęłam się.
- Nie ma opcji, żebyś się nie dostała. - zaśmiał się tata.

- Fede zmywa naczynia - odezwał się tata po śniadaniu.
- Co?! - krzyknął. - Niby dlaczego?
- Niby dlatego, ze twoja siostra robiła dzisiaj śniadanie. - odpowiedział i poszedł do swojego gabinetu.
Westchnął i zabrał się do roboty. Ja natomiast za poleceniem cioci wzięłam kawałek papieru i długopis. Zeszłam do salonu, oznajmiając Angie, że jestem już gotowa. Usiadłyśmy razem przy pianinie.
- Musimy zastanowić się najpierw nad tekstem, ale myślę, że na początek wymyślimy coś łatwego. Nie mogę za ciebie pisać o twoich uczuciach. Czujesz na pewno smutek po rozstaniu z Leonem, masz złamane serce.
- Kocham Diego, Leon nie ma już żadnego znaczenia. - przerwałam.
- Tak, czy inaczej, nie mogę za ciebie pisać o twoich odczuciach na temat miłości. Myślę, że najlepiej będzie wymyślić coś o marzeniach, o tym, co nas otacza.
Skinęłam głową.
Podczas, gdy ciocia bazgrała coś na kartce, ja zaczęłam nucić nieznaną mi melodię.
- To jest dobre! - krzyknęła klaszcząc w dłonie. - Zanuć to jeszcze raz.
Zamknęłam oczy, starając sobie przypomnieć melodię. Robiłam to nieświadomie. Zaśpiewałam jeszcze raz.
- Mam kawałek tekstu do tego! Zobacz. - powiedziała zapisując tekst na kartce.

Obie wymyślałyśmy ciągle coś nowego i tak po kilku godzinach udało nam się napisać zwrotkę.
- Na dzisiaj koniec. Nasze umysły muszą odpocząć, żeby za kilka dni znowu wymyślić jeszcze lepszy tekst. - powiedziała, przybijając mi piątkę. - Tylko nagraj teraz ten kawałek na dyktafon, żebyśmy nie zapomniały melodii!
Wyciągnęłam telefon, włączyłam aplikację do nagrywania głosu i zaczęłam śpiewać. Kiedy skończyłam zobaczyłam, że mam kilka nieodebranych połączeń od Diego.
- Dzięki, Angie. - dałam jej buziaka, wzięłam ze sobą kartkę i poszłam do swojego pokoju.
Schowałam notatki do szuflady i usiadłam na łóżku, wybierając numer chłopaka.

- No w końcu! - odezwał się.
- Coś się stało? Miałam wyciszony telefon.
- Nie, po prostu chciałem się zapytać, czy chciałabyś pojechać ze mną nad jezioro na kilka dni. - zaproponował.
- Tak, czemu nie. - zgodziłam się.
- Moja babcia ma tam domek. Moglibyśmy kąpać się w jeziorze, rozpalać ognisko labo jeździć na wycieczki rowerowe. Tak na chwilę odciąć się od rzeczywistości. - mówił.
- Jasne, świetny pomysł. A kiedy? - zapytałam.
- No myślę, że gdzieś tak pod koniec lipca na pięć dni. - odpowiedział.
- Super, zapytam się tylko taty i do ciebie napiszę, ok?
- Ok.

Rozłączyłam się i zbiegłam na dół do gabinetu taty. Zapukałam i weszłam. Rozmawiał właśnie przez telefon. Usiadłam na fotelu przy burku.
- Przepraszam, za chwilę oddzwonię - powiedział do słuchawki. - Coś się stało, Violetto?
- Nie, wszystko ok. Chciałabym się zapytać, czy mogę pojechać na kilka dni z Diego nad jezioro?
Zrobiłam pytającą minę, gdy tata nie odpowiadał.
- Nie, nie Violetto.
Zamurowało mnie. Oczekiwałam innej odpowiedzi, ale w co ja wierzyłam. Zawsze tak jest. To, że pozwolił mi zapisać się do Studia to już cud, ale to po części dzięki mamie.
- Dlaczego?
- Bo jesteś jeszcze za mała.
- Za mała? Mam piętnaście lat, tato! - upomniałam go.
- Skąd mam wiedzieć, co będziecie tam razem robić, kiedy będziecie sami? - zapytał poważnym tonem, spoglądając w ekran monitora.
- Naprawdę? Przecież wiesz, że nie jestem taka. - westchnęłam.
- Powiedziałem już. Nie jedziesz.
- Dzięki - odpowiedziałam oschle i wyszłam z pomieszczenia.
Wróciłam do pokoju i napisałam do Diego:


Położyłam się na łóżku i zaczęłam oglądać YouTuba. Podczas obozu nie oglądałam żadnych filmików, dlatego teraz chcę nadrobić zaległości. Po około pół godzinie zadzwonił dzwonek do drzwi. Wstałam i zeszłam na dół. Angie zdążyła już wpuścić Diego do środka. Podbiegłam do niego i mocno go przytuliłam.
- Hej. - powiedziałam słodkim głosem.
- Cześć, kochanie. - pocałował mnie w czubek głowy.
Poszliśmy do mojego pokoju i usiedliśmy na łóżku.
- Diego, pogadaj z  moim tatą, bo ja nie umiem już z nim rozmawiać. Nie chcę się kłócić, a z drugiej strony denerwuje mnie to już, że wszystko o co pytam jest na nie. Na nic mi nie pozwala. Traktuje mnie jak małe dziecko. Nie jestem dorosła, ale przecież umiem o siebie zadbać i jestem odpowiedzialna. - mówiłam załamana.
- Porozmawiam z nim, nie martw się. - przejechał dłonią po moim ramieniu.
Uśmiechnęłam się.
- Teraz? - zapytałam.
- Możemy teraz. To chodź ze mną. - wstał.
Zaprowadziłam go do pomieszczenia, w którym pracuje mój ojciec i usiedliśmy na fotelach na przeciwko taty.
- Dzień dobry, panie Castillo. - uścisnęli sobie dłonie.
- Witaj, Diego. Jeśli chodzi o ten wyjazd to nie, nie zgadzam się. - powiedział stanowczo.
Ale proszę mnie posłuchać. - zaczął Diego. - To tylko kilka dni. Moja babcia ma domek przy tym jeziorze i tam byśmy spali. Babcia się nami zaopiekuje. To jest piękne miejsce, gdzie można dobrze wypocząć. Jezioro, rowery, spacery, ognisko. Nie ma przecież w tym nic złego. A zapewniam pana, że pańskiej córce nie stanie się krzywda. - mówił spokojnie.
- A jak coś się stanie babci to zostaniecie tam sami. - dopatrzył się tata.
- Babcia ma sześćdziesiąt lat i jest bardzo aktywną osobą. Trzyma się bardzo dobrze. - odpowiedział.
- Nie chciałbym, żeby Violetta wróciła z kolejnym członkiem rodziny. - spojrzał się na mnie.
- Tato! - upomniałam go.
Diego zaśmiał się pod nosem.
- Proszę mi wierzyć, nic takiego się nie wydarzy.
- Dobrze, powalam wam.
Pisnęłam radośnie rzucając się na tatę.
- Ale jeśli wydarzy się coś, co miało nie mieć miejsca, nigdy więcej cię nigdzie nie puszczę. - dokończył.
- Dziękuję tato!! - wykrzyczałam.
Zaśmiał się.
Podbiegłam do Diego i mocno go przytuliłam.
- Dziękuję, panie Germanie. - uśmiechnął się.
Pociągnęłam go za rękę do salonu i rzuciłam mu się w ramiona.
- Dziękuję ci bardzo! Nie wiem jak ty to zrobiłeś, ale zgodził się! - śmiałam się.
Zaczęliśmy się kiwać, tuląc się.
- Tak się cieszę. - mówiłam radośnie.
- Ja też. - śmiał się z mojej reakcji.
- W ogóle napisałam dzisiaj kawałek piosenki na przesłuchania do Studia. Chcesz ocenić?
- Jasne - usiadł na stołku przy pianinie. Stanęłam obok niego i zaczęłam śpiewać. Oczywiście bez instrumentów.

Hay algo que tal vez deba decirte
Es algo que te hace muy, muy bien
Se siente tan real,
esta en tu mente
Y dime si eres quien
yu qieres ser.

- I jak? - zapytałam, siadając mu na kolanach.
- Ślicznie. Naprawdę, masz piękny głos. - powiedział.
- Dziękuję. To jeszcze nie jest skończone. Jeszcze dużo pracy.
Zbliżył się i pocałował mnie. Oddałam pocałunek wtapiając dłonie w jego włosy.
- Pójdę już. - powiedział, kiedy się od siebie odsunęliśmy.
Wstałam i dałam mu pożegnalnego buziaka.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się, opierając się o drzwi.

Kiedy wyszedł wróciłam do swojego pokoju i zaczęłam czytać książkę. Nie zajęło mi to długo, bo chwilę później przyszedł do mnie mój brat. Spojrzałam na niego znad książki.
- Wyprawiam za tydzień urodziny u nas w domu. Tak tylko przyszedłem cię poinformować. Tak, jesteś zaproszona. - zaśmiał się.
- A Leon będzie? - zapytałam.
- Nie zabronisz mi go zaprosić.
- Nic takiego nie powiedziałam. Zapraszaj sobie, kogo chcesz. Ale proszę, może przyjść też Diego?
- Okej, może przyjść. - odpowiedział.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się.
- A tak w ogóle to chodź na obiad. - wspomniał, wychodząc z pokoju.
No to sobie poczytałam... Zeszłam do kuchni i zjadłam z rodziną posiłek.

Wieczorem, jak zwykle po kąpieli leżałam w łóżku i przeglądałam telefon. Natrafiłam się na moje wiadomości z Leonem. Nie wiem, czemu w nie weszłam, ale to nie był dobry pomysł. Wszystkie wspomnienia wróciły. Nie umiem nad sobą panować. Bronię się przed wszystkimi nogami i rękoma, że nic do Leona nie czuję, a jak tylko sobie przypomnę coś z nim związanego, od razu łamie mi się serce. Czy chciałabym do niego wrócić? Może... Ale on nie chce i oszukiwał mnie przez cały czas. Nie dam się sobą manipulować.




Dzień dobry, dobry wieczór, gdziekolwiek jesteście! :D Ha! Nie spodziewaliście się, że tak szybko tu wrócę z kolejnym rozdziałem, co? :D Ja też nie haha :D Mam taki napad weny, że aż jestem zszokowana. Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba i przepraszam za wszelkie błędy, ale no nie sprawdzałam :P Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze pod poprzednim postem ❤ Mocno mnie motywują ♡ Zauważyłam, że bardzo się niecierpliwicie i chcecie Leona haha :D Ale co mam poradzić skoro Violetta nie chce się z nim spotykać, no przecież co ja będę się wtrącać w jej sprawy :D :P 
Ale zdradzę Wam, ze w kolejnym rozdziale będzie się działo i aż sama nie mogę się doczekać. Nosi mnie, jak o tym myślę aww haha :DD 
Do zobaczenia w kolejnym rozdziale, kochani! Mam nadzieję, że szybko się pojawi :P

Kocham,
Niunia 💜

17.07.2017

Rozdział 038 - Jesteś takim bad boyem

5 komentarzy:
15 lipca 2015r. (środa)



Violetta

- Violu! - zawołał mnie tata - idź proszę odebrać moje buty od szewca.
Kiwnęłam głową. Ubrałam buty i wyszłam z domu. Bez problemu trafiłam w określone miejsce. Znałam wszystkie uliczki Buenos Aires na pamięć. To moje miasto. Uwielbiam je. Jest piękne. Szewc od razu mnie rozpoznał i był pełen podziwu, jak bardzo urosłam. W końcu ostatni raz widział mnie, gdy miałam dziesięć lat. Rzadko tu bywam. Zapakowałam buty do reklamówki, podziękowałam i wyszłam. W drodze do domu zaszłam do kiosku kupić sobie gumy do żucia. Gdy szłam już wracałam, spostrzegłam kogoś znajomego za ulicą. Podeszłam nieco bliżej. Wtedy zobaczyłam, że to Leon. Całował się z jakąś dziewczyną, której nigdy wcześniej nie widziałam. Przełknęłam ślinę. Nie mogłam na to patrzeć. Łzy napłynęły mi do oczu. Znalazł sobie już dziewczynę. Widocznie Diego miał rację i Leon naprawdę jest takim chamem. Nie kochał mnie i szybko znalazł sobie kogoś zamiast mnie. A co jeśli kręcił z nią już wcześniej, kiedy jeszcze byliśmy w związku? Te wszystkie myśli jeszcze bardziej łamały mi serce. Nie mogłam wytrzymać. Łzy ściekały po moich policzkach, jak wodospad. Najprawdopodobniej byłam już cała czerwona. Czułam się oszukana i zraniona. Zaczęłam biec w stronę domu.
- Violetta! - usłyszałam za sobą. - Violetta, to nie tak!
- Daj spokój, przecież już z nią skończyłeś. Nie jest ciebie warta. Zabaw się. Korzystaj z życia, tygrysku. - słyszałam dziewczęcy głos.
Biegłam roztrzęsiona. 'Nie jest ciebie warta, już z nią skończyłeś, daj spokój, zabaw się' szumiało mi w głowie.
- Violetta!

Zerwałam się. Oddychałam nierównomiernie. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na godzinę - 4:30. To wszystko to był tylko sen. Przyłożyłam rękę do czoła, a następnie odgarnęłam włosy uspokajając oddech. Zapaliłam lampkę, która stała na stoliku nocnym. Wzięłam łyka wody i zgasiłam światełko. Położyłam się. Nie rozumiałam, dlaczego on mi się śnił. Przecież już nie jesteśmy razem. Przecież jestem z Diego i to on teraz okazuje mi miłość i wsparcie. Nie chcę, naprawdę nie chcę mieć już nic wspólnego z Leonem. Czuję się z tym strasznie, że mimo, że jestem dziewczyną Diego to wciąż mam myśli o byłym. Jak dobrze, że ludzie nie mają takiej mocy, jak wnikanie w czyjeś myśli, bo wtedy miałabym u Diego przerąbane. Chociaż, chciałabym wiedzieć, co niektórzy mają w tych swoich głowach.
Czy byłabym zazdrosna, gdybym naprawdę zobaczyła ten pocałunek Leona z tą dziewczyną? Nie wiem, już sama nie wiem. Codziennie z tym walczę, ale Leon zmienił mnie i bardzo na mnie wpłynął. Co ja mówię! Bawił się mną. Specjalnie to robił, żeby mnie później wykorzystać. Nie umiem sobie z tym poradzić i wiem, że nikt mi nie może pomóc.

Rano, po nieprzespanej nocy wstałam, ogarnęłam się w łazience i zjadłam śniadanie. Od razu dostałam wiadomość od Diego.

Diego: Hej, księżniczko ❤
Ja: Hejka miś xx
Diego: To kiedy chcesz przyjść?
Ja: Mogę nawet teraz ♡
Diego: To przyjdę po ciebie.
Ja: Czekam x

To miłe, że chce po mnie przyjść. Wzięłam z pokoju książkę, usiadłam na kanapie i zaczęłam czytać podczas, gdy w tle leciała spokojna muzyka. Zrobiłam sobie wcześniej lemoniadę i teraz ją też piłam. Wakacje, kocham je. Człowiek wtedy odpoczywa i może robić co mu się żywnie podoba. Ja kocham leniuchować i spotykać się z przyjaciółmi. A najlepiej wyjść z kimś na plażę. Opalać się i pływać w ciepłej wodzie. Wakacje to czas, kiedy nie musisz martwić się kartkówkami i sprawdzianami i nie przeżywasz codziennego stresu. Wakacje to czas przemyśleń i zmian. Wakacje to dobry moment na odnalezienie nowych pasji i spróbowanie nowych rzeczy. Wakacje to czas, który poświęcasz sobie, rodzinie i przyjaciołom. Wakacje to po prostu wolność i beztroskie życie.
W to lato muszę zacząć poważnie myśleć o Studio. Byłam już na obozie, który jeszcze bardziej zachęcił mnie do tej szkoły. Muszę napisać piosenkę i oczywiście nauczyć się jej śpiewać. Na ulotce nie było nic napisane o podkładzie, więc może zapytam się Fede i zagra za gitarze, gdy będę śpiewać. Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Odłożyłam książkę i wyłączyłam radio. Otworzyłam drzwi i, gdy za nimi zobaczyłam Diego, od razu wskoczyłam mu w ramiona. Zaśmiał się.
- Cześć. - pocałował mnie w policzek.
- Hej. - uśmiechnęłam się.
- To co, idziemy? - zapytał
Skinęłam głową. Złapał mnie za rękę, splatając nasze palce. Spojrzałam na nasze złączone dłonie, po czym wzrokiem przeszłam na jego śliczne, piwne oczy i uśmiechnęłam się.
- To gdzie idziemy? Kawiarenka? - proponował.
- Tak, z chęcią bym się czegoś napiła. - odpowiedziałam.
Kawiarnia nie jest daleko od mojego domu. Praktycznie wszystko mam blisko.
Wnętrze było w kolorach kawy, czarnej lub z mlekiem. Wystrój był bardzo spokojny, odprężający, a w całym pomieszczeniu pachniało kawą. To jest zdecydowanie mój ulubiony zapach. No dobra, jeszcze perfumy Leona. Znowu, znowu pojawia się w mojej głowie. Ale fakt, te perfumy były jedyne w swoim rodzaju. Zajęliśmy stolik w kącie. Usiedliśmy na przeciwko siebie i otworzyliśmy menu. Wybrałam mrożoną kawę ze względu na dzisiejszy upał i kawałek czekoladowego ciasta. Aż ślinka cieknie. Podczas czekania na zamówienie patrzyliśmy się sobie w oczy, nic nie mówiąc. Położył rękę na stoliku i uśmiechnął się. Włożyłam swoją małą dłoń w jego i oddałam uśmiech. Delikatnie ją zacisnął.
- Kocham cię, Vilu. - wyznał.
- Ja ciebie też. - przesłałam mu buziaka w powietrzu, na co się zaśmiał.
- Jesteś taka śliczna. - powiedział odgarniając kosmyk moich włosów z twarzy.
- Przestań, bo będę wyglądać jak burak. - spuściłam na chwilkę głowę.
- Słodki buraczek. - podniósł mój podbródek. - Cieszę się, że mi zaufałaś.
- Dobrze zrobiłeś, mówiąc prawdę. Okrutną prawdę, ale tak to żyłabym w jeszcze gorszym kłamstwie, myśląc, że Leon jest ze mną szczery. Jestem ci bardzo za to wdzięczna. Dziękuję. - pocałowałam go w policzek.
Uśmiechnął się. Kelner podał nam nasze kawy i ciasto.
- Czemu miałbym kłamać? Od początku wydawałaś się być bardzo miłą i pozytywną osobą i nie byłoby to do mnie podobne, gdybym ci tego nie powiedział.
- A mi się zawsze wydawało, że jesteś takim bad boyem. - zaśmialiśmy się.
- A co, chciałabyś? - zapytał.
- W filmach i opowiadaniach podoba mi się to, ale myślę, że w prawdziwym życiu raczej bym się bała, więc chyba wolę zostać przy spokojnym, ale jakże romantycznym chłopaku. - zaśmiałam się.
- Liczy się to, żebyś ty czuła się dobrze.
- Nie słodź mi tak, kochany jesteś. - uśmiechnęłam się, biorąc łyka kawy.

Po skosztowaniu pysznej kawy przy miłej atmosferze, wybraliśmy się na boisko. Diego wyjął ze swojego plecaka piłkę do kosza i zaczęliśmy grać. Złapałam piłkę w dłonie i próbowałam wrzucić ją do kosza, ale się nie udało.
- Czy ja muszę być taka niska? Zawsze jestem tą najmniejszą. - zrobiłam minę, jak zdenerwowane dziecko.
- Małe jest piękne. - powiedział rozbawiony. - Chłopaki lubią niższe dziewczyny od siebie.
Niespodziewanie podniósł mnie do góry, na co pisnęłam.
- Wrzucaj.
Rzuciłam i udało się. Wydałam okrzyk radości i, gdy Diego mnie puścił, zaczęłam skakać. Oboje się śmialiśmy. Spędziliśmy razem dobrze czas. Po dwóch godzinach zadzwonił mi telefon. Odebrałam, to była Angie.
- Diego, moja ciocia prosi, żebym wróciła do domu na obiad. Chcesz przyjść do mnie? - zaproponowałam chłopakowi, gdy skończyłam rozmawiać.
- Wiesz, chyba ja też wrócę do siebie do domu, ale mogę cię odprowadzić. - odpowiedział.
Kiwnęłam głową i poszliśmy. Po kilku minutach byliśmy na miejscu.
- Na pewno nie chcesz? - upewniłam się.
- Na pewno.
- W takim razie bardzo dziękuję ci za dzisiejszy dzień. - uśmiechnęłam się.
- Kocham cię. - pocałował mnie.
Oddałam pocałunek wtapiając dłonie w jego włosy.
- Ja ciebie też. - odpowiedziałam, gdy skończyliśmy.
Pożegnałam się i weszłam do domu.


Halo halo! Czy ktoś tutaj jeszcze jest? Mówiąc szczerze to przez jakiś czas nie miałam w ogóle weny i ochoty na pisanie, ale teraz, kiedy przyjechał do mnie młodszy kuzyn i muszę się nim zająć, mam największą wenę. Przepraszam was za taką długą nieobecność, ale ten rok był ciężki pod względem nauki. Dziękuję wszystkim, którzy tu nadal są i czytają te moje wypociny. Ci, którzy zostali są wspaniali i czasami naprawdę dziwię się, że jeszcze tu jesteście. Jestem wam ogromnie wdzięczna ❤  Mam nadzieję, że rozdział się podobał i, że zostawicie swoją opinię w komentarzu! 

Kocham, 
Niunia ❤








14.04.2017

Rozdział 037 - To ty się zmieniłaś.

9 komentarzy:

14 lipca 2015r. (wtorek)

Znalezione obrazy dla zapytania Violetta rozmawia przez telefon gif

Rozdział dedykuję Alexis Blanco ❤

Violetta
Tydzień później, rano po śniadaniu jeszcze sprawdziłam dokładnie, czy wszystko spakowałam i, gdy byłam gotowa, wyszłam z hotelu. Podałam kierowcy swoją walizkę i wsiadłam do autokaru. Gdzieś tak pod koniec siedział Diego z wolnym miejscem obok siebie. Zapewne czekał na mnie. Uśmiechnęłam się, gdy mnie spostrzegł. Usiadłam obok niego i mocno się w niego wtuliłam.
- Cześć, skarbie. - wyszeptał.
- Hej. - odsunęłam się i spojrzałam mu w oczy. Posłał mi ciepły uśmiech i wbił się namiętnie w moje usta.
- Ooo, gołąbeczki. - skomentowała Ludmiła przechodząc między fotelami.
Zarumieniłam się.
- Jakie masz różowe policzki. - zaśmiał się Diego dotykając ich palcami.
Zmarszczyłam brwi.
Parsknął śmiechem i dał mi krótkiego buziaka.
- Dobrze dzieciaki! Siadajcie na swoje miejsca. Podczas jazdy nie wstajemy. Później, gdy będziemy lecieć samolotem, trzymamy się razem. - krzyknął opiekun. Zaraz potem wyjechaliśmy.
W domu byliśmy ok. 17. Z lotniska odebrał mnie i Federico tata. Pobiegłam do niego i mocno go przytuliłam. Czuję, że od śmierci mamy jestem z nim bardzo związana. Polepszyły się nasze kontakty. Myślę, że to dlatego, że tata wie, że zarówno ja, jak i mój brat potrzebujemy mamy i stara się być i mamą, i tatą. Bardzo się stara to w nim doceniam. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę domu. To tak ok. 30 km.
- Jak było? Opowiadajcie. - tata spojrzał do lusterka, aby mnie zobaczyć, bo siedziałam z tyłu.
- Było super! Nagraliśmy własną piosenkę, nauczyliśmy się układu tanecznego, a później nagraliśmy teledysk na ogromnym stadionie! To było niesamowite, tato. Czułam się jak piosenkarka. Chciałabym kiedyś osiągnąć taki sukces. Wiesz tato, jaka tam była piękna pogoda? Niby w Buenos Aires też świeci codziennie słońce, ale tam jest taki inny klimat, inne powietrze. Kocham to miejsce. - opowiadałam zachwycona.
Tata się zaśmiał.
- Właśnie widzę, że tacy jacyś bardziej opaleni wróciliście. W takim razie cieszę się, że pieniądze na obóz nie zostały wyrzucone do śmieci. A poznaliście jakieś nowe osoby? - zapytał.
- Tak, było wiele ludzi ze Studia. Niektórzy dopiero będą zdawać do niego, tak jak Violetta, ale raczej większość znałem. Fajna ekipa była i cieszę się na myśl, że może jeszcze zobaczymy się w przyszłym roku w Studio. - powiedział.
- No to super. - uśmiechnął się tata patrząc na drogę.
- A tak w ogóle to wiesz, że Vilu ma nowego chłopaka? - zaczął Fede.
Kopnęłam nogą w fotel brata. Ten zaśmiał się, a tata tego nie zauważył.
- Tak? - ponownie spojrzał na mnie w lusterko. - Kto?
- Diego. - odpowiedziałam zawstydzona.
- Diego? Ten co ostatnio był u nas i robiliście razem pizzę, tak? - pytał.
- Tak. - skinęłam głową.
- Szybka jest. Niedawno z Leonem zerwała i teraz znalazła nowego. - zaśmiał się Fede.
Ewidentnie chciał mi podokuczać.
- Diego potrafił mi pomóc i pocieszyć, kiedy było mi naprawdę źle. Pomógł mi zapomnieć o Leonie, o osobie, która mnie skrzywdziła. To nie było takie łatwe, a jednak udało mu się. Kocham go. Proszę, uszanujcie to. To moja decyzja. - mówiłam smutniejąc.
- Dobrze, spokojnie córeczko. Wszystko rozumiem. Mam tylko nadzieję, że nie skrzywdzi cię tak, jak Leon. Przyjdzie jeszcze kiedyś do nas Diego? -
- Na pewno. -  zapewniłam.

Tata zaparkował samochód pod domem i wysiadł.
- Wyjmijcie torby z bagażnika. - powiedział.
Wziął moją większą walizkę i poszedł z nią do domu. Podeszłam do bagażnika, tak jak Federico.
- Dzięki. - rzuciłam oschle wyjmując swoją mniejszą walizkę.
- Gdyby nie ja, to byś w ogóle mu o tym nie powiedziała. - odparł.
- Powiedziałabym.
- Znam cię, zbyt bardzo się wstydzisz.
- Chciałam mu to powiedzieć sama, okey? Nie musiałeś za mnie mówić, dałabym sobie sama radę. - odeszłam kierując się do drzwi wejściowych.
Przywitałam się z ciocią, a później zjedliśmy wspólną kolację. Po posiłku poszłam do swojego pokoju i mimo, że byłam wykończona podróżą, wzięłam się za rozpakowywać je walizek. W pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę! - krzyknęłam.
Do pokoju wszedł Federico. Spojrzałam na niego i powróciłam do poprzedniej czynności.
Kątem oka widziałam, że usiadł na łóżku. W pokoju słychać było jedynie odgłos szurającej po podłodze walizki. Nie wiedziałam, po co przyszedł.
- Przepraszam. - powiedział w końcu.
Nie podniosłam głowy.
- Serio, przepraszam. - powtórzył.
Spojrzałam się na niego.
- Nie powinienem mówić. Zrobiłem błąd, bo to jednak twoja sprawa. Przepraszam. - dał mi buziaka w policzek.
- Okey, stało się, trudno. Przynajmniej mam to już za sobą. - usiadłam na łóżku obok brata.
- Powiedz mi, dlaczego na obozie zadawałeś się z Leonem? - zapytałam.
- Posłuchaj. - włożył twarz w dłonie i po chwili na mnie spojrzał. - Leon jest moim przyjacielem, a to, że wy macie ze sobą jakiś konflikt, nie znaczy, że ja mam przestać się z nim przyjaźnić. To nie moja sprawa. - powiedział stanowczo.
- Słucham? Nie twoja sprawa? Czyli nie liczy się to, że twój rzekomy przyjaciel skrzywdził twoją siostrę, tak? - podniosłam głos.
- Mam wrażenie, że on wcale tak nie myślał i nic takiego nie powiedział.
- Czemu go tak bronisz? To dupek! Uwierz w końcu, że zrobił to. To przez niego płakałam całe noce! - krzyczałam.
- Violetta, ja nie zakończę naszej znajomości i nie możesz mi tego zabronić.
- Wiesz co? Chciałam, żebyś mnie wsparł, pomógł mi. Jedyne co robisz to we wszystkim utrudniasz. Zmieniłeś się, zostaw mnie samą. - powiedziałam wkurzona.
- To ty się zmieniłaś. - wstał i wyszedł.
Zatkało mnie. Nie rozumiem, co się dzieje. Teraz tak każdy po kolei będzie się ode mnie odsuwać? Nawet własny brat, z którym byłam tak blisko? Wszystko zaczęło się walić, znowu. Przecież kiedyś byłam nękana, teraz mam wrażenie, że to powraca. Boję się, nie chcę znowu tego przeżywać.
Spojrzałam smutnym wzrokiem na nierozpakowaną do końca walizkę i uznałam, że rozpakowywanie dokończę jutro. Było mi cholernie przykro. Wzięłam do ręki telefon i weszłam w kontakty, chcąc zadzwonić do Diego. Zawahałam się, jeszcze nigdy nie rozmawiałam z nim przez telefon. W końcu wybrałam numer i przyłożyłam telefon do ucha. Odebrał po dwóch sygnałach.
- Już się stęskniłaś? - zaśmiał się.
Zaśmiałam się pod nosem.
- Dzwonię, bo chciałam porozmawiać.
- Coś się stało? - zapytał poważnym głosem.
- Nie wiem. Można tak powiedzieć. - odpowiedziałam.
- W takim razie, mów.
- Pokłóciłam się dzisiaj z bratem.
- O co?
- Zaczął mi wmawiać, że Leon nic złego nie zrobił, wywnioskowałam, że kłamałeś z tym.
Po drugiej stronie słuchawki nastała cisza.
- Diego? Jesteś tam?
- Tak, tak, sorry. Przerywało, już jestem. Uwierz mi, przecież bym cię nie okłamał. Pomyśl, po co miałbym to zrobić? To byłoby bez sensu. Możesz mi zaufać. Nie zmyśliłem sobie tego. - tłumaczył.
Uśmiechnęłam się.
- Dziękuję. - powiedziałam.
- Wierzysz mi? - upewnił się.
- Tak, Diego. Wierzę ci. - zapewniłam go.
- Nie bądź taka smutna. Włącz kamerkę, zagram ci coś. - poprosił.
- Okey. - zrobiłam to, co chciał.
Mimowolnie uśmiechnęłam się, gdy go zobaczyłam. Siedział na łóżku z gitarą i patrzył się na mnie. Zaczął grać. Przymknęłam na chwilę oczy. Ta melodia bardzo mnie uspokoiła.
- Jakie to jest piękne! - skomentowałam, gdy skończył.
- Dzięki. - uśmiechnął się.
- Zagrasz to, jak będziesz zdawać do Studia? - zapytałam.
- Chyba tak. - odpowiedział.
- Dziękuję, Diego, że poświęciłeś mi chwilkę. Pójdę już spać, jestem zmęczona. - wymamrotałam.
- Jasne. Przyjdziesz jutro do mnie?
- Bardzo chętnie, napisz mi jutro o której. Pa, kochanie. - wysłałam mu buziaka.
- Dobranoc, skarbie. Kocham cię. - szepnął.
- Ja ciebie też. - wyłączyłam się.
Westchnęłam i poszłam się myć.

I jest kolejny rozdział! Raczej nie dzieje się w nim dużo i długi to on też nie jest, ale jest! Mam nadzieję, że się cieszycie i, że się podobało! Koniecznie zostawcie swoją opinię w komentarzu!
Dziękuję, że jesteście, kocham Was ❤ 

Rozdział zadedykowałam Julci, bo żałuję, że nie zobaczyłyśmy się jeszcze po koncercie, ale mega cieszę się, że mogłam Cię poznać przed koncertem i gdyby nie ochroniarz, który kazał nam już siadać na miejsca, porozmawiałabym jeszcze z tobą ♡

18.03.2017

Rozdział 036 - Maleńka + 100 000 wyświetleń

8 komentarzy:
7 lipca 2015r. (wtorek)
Podobny obraz

Violetta
Obudził nas głośny i nieprzyjemny głos nauczycielki. Musiałyśmy szybko wstać. Od razu weszłam do łazienki i wzięłam prysznic Następnie ubrałam dżinsowe spodenki na wysokim stanie i biały top. Umyłam twarz, wyszczotkowałam zęby i rozczesałam włosy zostawiając je rozpuszczone. Wyszłam z łazienki i usiadłam na łóżku. Czekając, aż wszystkie dziewczyny się ogarną, przejrzałam swoje social media.

Wstałaś, maleńka? ❤ - napisał Diego na messengerze.
Tylko nie maleńka ;)
Idziesz na śniadanie?
Tak, jeszcze czekamy na Fran :)
Ok, czekam na ciebie ;) ❤

Uśmiechnęłam się i wyłączyłam telefon. Niedługo potem z łazienki wyszła Francesca i mogłyśmy zejść na posiłek. Szłam na końcu wciąż patrząc się w ekran telefonu. Nagle ktoś przytulił mnie od tyłu. Po perfumach rozpoznałam, że to Diego. Owinął ręce wokół mojego nagiego brzucha. Miał ciepłe i przyjemne dłonie.
- Cześć, księżniczko. - szepnął mi do ucha.
Od razu przypomniało mi się, że Leon też tak mnie nazywał. Odwróciłam się do niego przodem i położyłam dłonie na jego ramionach.
- Pięknie dziś wyglądasz. - powiedział gładząc mnie po plecach.
Uśmiechnęłam się. Zbliżył swoje usta do moich. Odległość między naszymi wargami była minimalna. Wzięłam głęboki wdech i delikatnie się od niego odsunęłam.
- Diego. Musimy iść. - wymamrotałam wystraszona.
Kiwnął głową zawiedziony. Nie byłam na to gotowa. Nie tak szybko. Ruszyłam prędko do stolika, gdzie zjadłam śniadanie.
Później wsiedliśmy do autokaru i pojechaliśmy do miasta, w którym znajduje się stadion. Właśnie tam zostanie nagrany teledysk. Piosenka ma tytuł "On beat" i będzie hymnem Studia, do którego chcę uczęszczać. Gdy dotarliśmy na miejsce i weszliśmy do środka, robiona była scena. Była prawie już skończona. W obiekcie było tysiące ludzi w różnym wieku. Od małych dzieci do dorosłych ludzi. Nauczyciele wytłumaczyli nam, że teledysk ma przedstawiać nas, młodych artystów śpiewających na scenie, a ci wszyscy ludzie będą fanami, którzy przyszli na nasz koncert. Nie mogłam się już doczekać. Zostaliśmy poprowadzeni za kulisy. Zostawiliśmy tam swoje rzeczy i ruszyliśmy za osobę odpowiedzialną za ten obiekt. Pan pokazał nam, gdzie co jest. Przygotowana była już scena, a trybuny były już zajęte przez przypadkowe osoby, które miałyby być jako widownia. Cały stadion był zapełniony. Brakowało tylko nas, na scenie. Od razu zabraliśmy się za próby. Tańczyliśmy i śpiewaliśmy pod czujnym okiem nauczycieli. Poprawiali błędy i chwalili za postępy. Kiedy uznali, że jest już idealnie, zaprowadzili nas z powrotem za kulisy. Tam czekały już odpowiedzialne za nas osoby.
Znalezione obrazy dla zapytania Tini fryzura- Witaj, jestem Madison. - przywitała się ze mną nieznana mi kobieta.
- Dzień dobry. - odpowiedziałam uśmiechając się.
- Siadaj na fotel. - wskazała ręką. - Uczeszę cię i pomaluję.
Na mojej twarzy pojawiło się zdziwienie. Nie spodziewałam się takiego profesjonalizmu. Wykonałam polecenie. Kobieta zaczęła od malowania. Zrobiła mi delikatny makijaż podkreślając bardziej usta malinową szminką. Następnie zajęła się moimi włosami. Nie robiła z nimi zbyt wiele. Jedynie je lekko zakręciła, aby wyglądały naturalnie.
- I... gotowe. - powiedziała wypuszczając z lokówki ostatniego loka.
- Ale pięknie, dziękuję. - skomentowałam przyglądając się w lustrze.
Znalezione obrazy dla zapytania Violetta live tini
Zaśmiała się i przypudrowała mi jeszcze trochę policzki.
- Możesz iść się przebrać. - powiedziała.
Wstałam z fotela i ruszyłam do garderoby. Po drodze minęłam Leona, który właśnie patrzył się na mnie. Odwróciłam wzrok i poszłam dalej.
- Violetta, tam jest twoja garderoba. Przebierz się. - zatrzymała mnie nauczycielka.
Kiwnęłam głową i weszłam do małego pomieszczenia. Na wieszaku wisiała biała, wpadająca w róż sukienka przed kolano. Na szafeczce leżały białe, koronkowe zakolanówki, a na podłodze stały białe buty na obcasie. Ubrałam się w przygotowane ubranie i przyjrzałam się w lustrze. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Zawsze chciałam tak pięknie wyglądać. Odkąd byłam mała, marzyłam, żeby występować na scenie. Dzisiaj, choć na chwilę, mogę poczuć się jak gwiazda. Gotowa wyszłam z garderoby i udałam się do dziewczyn. Nagle poczułam, że ktoś mnie łaskocze od tyłu. Podskoczyłam odwracając się.
- Diego! - krzyknęłam śmiejąc się. - Co robisz, głupku?
Ten tylko śmiał się ze mnie. Zmrużyłam oczy.
- Wyglądasz jak księżniczka. - skomplementował.
- Dziękuję. - odpowiedziałam rumieniąc się.
A on... on jedynie mnie przytulił. Ale to był taki miły, taki kochany przytulas. Mruknęłam wtulając się w niego mocno.
- Koch... - urwałam słowo w połowie.
- Coś mówiłaś? - zapytał odsuwając się ode mnie.
Cholera.. Nie wiem, co się stało. Chciałam powiedzieć, że go kocham? Co? Dlaczego? Nie rozumiem samej siebie. Co się ze mną dzieje?
- Yy... nie, chyba ci się wydawało. Strasznie tutaj głośno. Każdy coś mówi... - uśmiechnęłam się zestresowana.
- Pewnie tak.
- Wiesz, gdzie jest Francesca? - zapytałam zmieniając temat.
- Chyba już na scenie. - powiedział.
- Ok, dzięki. - wyminęłam go.
Od razu złapał mnie za nadgarstek i zatrzymał. Dał mi buziaka w policzek i uśmiechnął się. Oddałam uśmiech i poszłam dalej. Dziwnie się z tym wszystkim czuję, nie wiem co mam o tym myśleć. Dotarłam na miejsce. Zostały już włączone kolorowe światła. Podbiegłam do dziewczyn i mocno je przytuliłam.
- Wyglądamy jak księżniczki! - zakręciłam się, a moja sukienka lekko się uniosła.
Zaśmiały się i powtórzyły moją czynność. Wyciągnęłam do przodu rękę z telefonem i zrobiłam zdjęcie z dziewczynami. Nauczycielka klasnęła w dłonie i kazała się ustawić na swoje miejsca. Na całym stadionie zrobiło się ciemno, migały jedynie kolorowe światełka. Rozbrzmiała muzyka i zaczęliśmy nagrywać. Piosenka była już nagrana, dlatego tylko udawaliśmy, że śpiewamy, ruszając ustami.Musieliśmy powtarzać niektóre momenty po kilka razy, bo nie zawsze nam wychodziło tak, jak chcieliśmy. Po kilku męczących godzinach, udało się, skończyliśmy. Kamerzysta pokazał nam pojedyncze ujęcia, które później obrobi. Już wtedy bardzo mi się podobało. Byłam zmęczona, ale szczęśliwa. To była wspaniała, pełna wrażeń przygoda. Nauczyłam się tak wielu rzeczy. Ten obóz jeszcze bardziej przekonał mnie do Studia. Wróciliśmy do garderoby i przebraliśmy się. Wyszliśmy z budynku i wsiedliśmy do autokaru, który już na nas czekał. Usiadłam na siedzeniu obok Francesci. Włożyłam do uszu słuchawki i włączyłam muzykę Shawna Mendesa, Uwielbiam go. Tworzy piękne piosenki i do tego sam pisze te cudowne teksty. A ostatnio mogłam tego spróbować. Nie jest to łatwa praca, ale jeśli ktoś to naprawdę kocha, będzie dla niego przyjemnością. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w muzykę. Wydaje mi się, że zasnęłam. Otworzyłam oczy tuż przed przyjazdem. Opiekunowie pozwolili nam spędzić wieczór, jak tylko chcemy. Razem z Cami i Fran postanowiłyśmy wybrać się na miasto na zakupy. Wsiadłyśmy do autobusu i dojechałyśmy na miejsce. Weszłyśmy do galerii. Byłyśmy bardzo głodne, dlatego na początku poszłyśmy do KFC, aby coś zjeść. Chodziłyśmy od sklepu do sklepu, a gdy wychodziłyśmy z galerii, byłyśmy całe obładowane torbami. Wróciłyśmy do hotelu o 21, czyli tak, jak prosili opiekunowie. Jako pierwsza zajęłam łazienkę i wykonałam wszystkie wieczorne czynności. Musiałam zmyć ten piękny makijaż. Gdy tylko wyszłam pomieszczenia pokrytego kafelkami, padłam na łóżko i zasnęłam.

5 dni później, 12 lipca 2015 (niedziela)
Znalezione obrazy dla zapytania tini sukienka
Dzisiaj jest ostatni dzień obozu. Jest wieczór i właśnie wszyscy przygotowują się do pożegnalnej dyskoteki. Założyłam pudrowo różową spódniczkę przed kolano, a w nią włożyłam białą bluzkę z szerokimi ramiączkami. Fryzurę zrobiła mi Francesca. Gdy już wszystkie byłyśmy gotowe, zeszłyśmy na dół, na salę. Dyskoteka trwała już dwie godziny, aż jeden z chłopaków włączył na projektorze nasz teledysk do "On Beat". Przerobiony, z efektami, wyglądał niesamowicie. Jestem z nas taka zadowolona!
Dyskoteka trwała długo i była najlepszą, na której kiedykolwiek byłam. Wszyscy śpiewali i tańczyli. Tak świetnie się bawiłam. Tańczyłam chyba ze wszystkimi, oczywiście oprócz Leona. Po którymś tańcu z rzędu byłam już naprawdę zmęczona, dlatego podeszłam do barku i nalałam sobie do szklanki soku. Kiedy piłam, poczułam się przez kogoś obejmowana.
- Co tam Diego? - uśmiechnęłam się.
- Chciałbym zatańczyć z tobą jeszcze raz. - powiedział zaciągając mnie na parkiet.
- Ale. Diego, poczekaj!
Spojrzał na mnie rozbawiony.
- Daj mi chociaż dokończyć ten sok. - powiedziałam.
Parsknął śmiechem i gdy skończyłam pić, pociągnął mnie za rękę. Trzymał mnie za ręce i tańczył ze mną jak z księżniczką. Następnie położył swoje dłonie na moich biodrach i patrzył się na mnie wzrokiem... wzrokiem pełnych uczuć. Obrócił mnie kilka razy, a ja straciłam równowagę i wpadłam na niego. Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej i spojrzałam mu w oczy. Serce zaczęło mi bić szybciej. Zbliżył się do mnie jeszcze bliżej, dzieliły nas milimetry. Dotknął lekko ustami moich warg i namiętnie mnie pocałował. Bez wahania oddałam pocałunek, czując pełno motyli w brzuchu.
Kiedy zabrakło nam powietrza, spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Uśmiechnęłam się szeroko. Byłam taka szczęśliwa. Spostrzegłam zza Diego Leona. Patrzył się na nas i po chwili odszedł. Nie przejmowałam się nim. Wtedy liczył się tylko Diego. Ponownie spojrzałam się na chłopaka, który przed chwilą mnie pocałował. To wszystko działo się w ułamku sekundy.
- Kocham cię. - szepnął dotykając czołem mojego czoła.
- Ja też cię kocham. - odpowiedziałam bez wahania.

Kochani! Przychodzę do was po bardzo długiej, kilkumiesięcznej przerwie. Tak mi głupio... Robię co raz dłuższe przerwy i to mnie przeraża. Ja chcę pisać, ale nie mam na to po prostu czasu. Dostałam dużą dawkę weny i chciałabym ją dobrze wykorzystać. Zbliżamy się do wątku, którego straasznie długo wyczekuję i jest on przeze mnie bardzo dobrze przemyślany. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba. Nagły zwrot akcji, co? Tak właśnie miało być :D Rozdział wyszedł długi, bo nie wiedziałam, czy go dzielić, ale uznałam, że tak jak jest będzie najlepiej. Jeśli wam się podoba to zostawcie po sobie ślad w komentarzu! Muszę nadrobić wasze blogi! Jest mi tak głupio, tak obiecywałam... Przepraszam, naprawdę. Starałam się... 

Chciałam również wspomnieć, że na blogu wybiło ok. miesiąc temu 100 000 wyświetleń! Z całego mojego serduszka chciałam wam podziękować. Jesteście niesamowici! Bardzo chciałam uzyskać tę liczbę - równo 100 000 ❤ Dziękuję, kochani! To dla mnie wiele znaczy ❤ Pamiętam, że po założeniu bloga w sierpniu 2014r. nie liczyłam na wiele wyświetleń. Liczba wzrastała i wzrastała, ale wciąż była mała, chociaż i tak byłam ogromnie szczęśliwa z 2 000 ;) Dopiero w październiku 2015, tak pamiętam :D, wybiło mi 10 000 wyświetleń, czyli po ponad roku czasu. Ale właśnie to był ten przełomowy moment. Od tych 10 000 liczba zaczęła bardzo szybko wzrastać. W ciągu ok. 2,5 roku uzyskaliśmy 100 000! Jestem taka szczęśliwa! 
DZIĘKUJĘ JESZCZE RAZ ZA TE PRACOWITE I CUDOWNE 2,5 LAT!
❤❤❤

Podobny obraz

1.01.2017

2017!

2 komentarze:



Witajcie w nowym roku! :D
Ze względu na to, że przez ostatnie kilka dni nie miałam zbytnio czasu na napisanie czegoś konkretnego, piszę dzisiaj, 1 stycznia 2017r. Wybaczcie, ale mam w domu gości, a do tego trzeba się już przygotować do szkoły.

Chciałabym Wam życzyć przede wszystkim spełnienia marzeń, żebyście byli szczęśliwymi ludźmi. Nigdy się nie poddawajcie, starajcie się małymi kroczkami dążyć do spełnienia marzeń. Możecie mi uwierzyć, że jak już spełnicie jedno wasze marzenie, to będziecie miec potem poczucie, że marzenia są do spełnienia, że nie jest to coś neosiągalnego. I będę to powtarzać za każdym razem, bo mówię to na swoim doświadczeniu. Poza tym życzę Wam uśmiechu, żebyście nie mieli problemów, samych dobrych ocen, radości, dużo wolnego czasu, żeby ten rok szkolny minął szybko, żebyscie wakacje mogli spędzić najlepiej jak potraficie i zdrowia, żebyście byli zdrowi i szczęśliwi. Życzę Wam tego z całego mojego serduszka ♥ Chciałabym, aby rok 2017 był dla nas lepszy niż 2016, aby było więcej postów i nie było międy nimi tak dużych przerw czasowych.

Dziękuję Wam za rok 2016, za rok pełen radości. Dziękuję za wszystkie kochane komentarze i wyświetlenia, a jest ich już prawie 100 000. Dzięuję Wam za to, że ze mną jesteście i mam nadzieję, że w tym roku tak też zostanie, a może i dojdą też nowe osóbki. Wszystkich bardzo sedecznie zapraszam! ♥ :)

Kocham,
Niunia Verdas

24.12.2016

Rozdział 035 - Gdy cię widzę, mam w sobie burzę emocji

4 komentarze:
6 lipca (poniedziałek) 2015r. 



Kochani, na początku chciałabym Was naprawdę bardzo przeprosić, że tak zaniedbałam bloga. Niestety w tym roku mam masę nauki i jest mi ciężko znależć czas na pisanie, a uwierzcie mi, że chciałabym pisać regularnie, ale to niemożliwe. Mam jednak nadzieję, że rozdział się Wam spodoba, Miłego czytania!

Violetta
Rozbudziło mnie skrzypienie drzwi. Delikatnie otworzyłam oczy i ujrzałam naszą panią opiekunkę.
- Dziewczynki, wstajemy! Czeka was dzisiaj ciężki dzień. Macie godzinę. Po śniadaniu zostaniecie o wszystkim poinformowane na dole w holu. - mówiła stanowczo za głośno.
Pokiwałam głową, a gdy wyszła z pokoju odwróciłam się na drugi bok i zamknęłam oczy. Wiedziałam, że gdy zasnę to się spóźnię.
- Raz, dwa, trzy. - wyszeptałam i uniosłam się do pozycji siedzącej. Przetarłam oczy i poszłam do łazienki. Związałam włosy w niechlujnego koka, zdjęłam piżamę i weszłam pod prysznic. Wczoraj bardzo długo siedzieliśmy nad basenem i byłam zbyt zmęczona, żeby się umyć. Puściłam ciepłą wodę i przez chwilę polewałam nią swoje ciało zamykając oczy.
Potrzebuję osoby, która będzie mnie szczerze kochać, która zrozumie mnie i to, co mnie w życiu spotkało. Potrzebuję osoby, która mnie przytuli, kiedy będę tego chciała. Wtedy pojawił mi się obraz Diego, a coś mi mówiło, że to właśnie on jest osobą, która mnie będzie kochać.
Otworzyłam oczy. Nie rozumiałam dokładnie, co właśnie się zdarzyło. Wyłączyłam wodę, owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z kabiny. Ubrałam zwiewną białą sukienkę i wyszczotkowałam zęby. Wyszłam z łazienki ustępując ją koleżankom.
- Uczeszesz mnie w coś ładnego, Fran? - zapytałam.
- Jasne, jak tylko wrócę z łazienki. - uśmiechnęła się i zniknęła za białymi drzwiami. Podczas, gdy dziewczyny ganiały po pokoju, ja leżałam na łóżku i udawałam, że przeglądam twittera. Prawda była taka, że rozmyślałam nade mną i Diego. W kółko dręczyłam się pytaniem, czy go kocham. Okazuje się, że znaczy dla mnie coś więcej, niż przyjaciel. Nie mogę siebie okłamywać. Ja to wiem. Kocham go.
- Violetta.- Francesca usiadła obok mnie.
Odwróciłam głowę w jej stronę. Wystraszyłam się. Poczułam się, jakbym to, co myślała, naprawdę mówiła.
- Mówiłam wcześniej do ciebie. Nie słyszałaś? - uniosła brwi.
- Em... nie. To uczeszesz mnie? - zapytałam speszona.
Kiwnęła głową i wzięła w ręce moje włosy tworząc z nich coś pięknego.

Po śniadaniu wyszłam na korytarz dołączając do reszty grupy. Diego uśmiechnął się do mnie. Podeszłam do niego i mocno go przytuliłam.
- Cześć, Vilu. Jak się spało? - zapytał głaszcząc mnie po plecach.
- Powiedzmy, że dobrze. - odpowiedziałam, na co pocałował mnie w policzek.
Ścisnął delikatnie moją dłoń, po chwili jednak widząc, że zbliżają się do nas moje przyjaciółki, puścił ją. Podeszłam do nich spoglądając jeszcze raz na chłopaka. Puścił mi oczko, na co lekko się zarumieniłam. Spuściłam głowę uśmiechając się do siebie.
- Dzień dobry! Wyspani? - uniosłam wzrok na nauczycielkę. - Dzisiaj czeka was ciężki dzień. Jedziemy do studia nagrań, a później pojedziemy w drugie miejsce ćwiczyć układ taneczny. Będziemy nagrywać teledysk. - powiedziała radośnie, na co wszyscy się ucieszyliśmy.

Spakowałam do torby potrzebne mi rzeczy i wyszłam przed hotel, gdzie czekał na nas autokar. Usiadłam na fotelu obok Francesci. Gdy już cała grupa znalazła się w pojeździe, ruszyliśmy. Na miejscu byliśmy po niecałych dwudziestu minutach. Wysiedliśmy i poszliśmy za naszymi opiekunami. Weszliśmy do środka budynku. Nie było to znane studio, co nie zmienia faktu, że byłam bardzo podekscytowana. Na początku w większej sali odbyło się spotkanie z nauczycielami śpiewu, gdzie uczyliśmy się piosenki i jak ją dobrze zaśpiewać. Zajęło nam to sporo czasu. Nigdy nie myślałam, że nagranie piosenki jest tak męczące. Po kilu godzinach przygotowań, przeszliśmy do sali nagrań. Stanęliśmy wszyscy przed mikrofonem i przez kolejne kilka godzin nagrywaliśmy tę piosenkę. Ten dzień miał nam pokazać, jak wygląda praca piosenkarza. Dzięki temu doświadczeniu zaczęłam jeszcze bardziej doceniać wszystkie gwiazdy tworzące muzykę. To naprawdę nie jest takie łatwe, jak się wydaje.

Po godzinie 15 skończyliśmy nagrywanie. Odsłuchaliśmy piosenki, która moim zdaniem wyszła fantastycznie. Zostanie ona jeszcze dopracowana technicznie. To była wspaniała przygoda. Wiele się dzisiaj nauczyłam i wiem, że właśnie to chciałabym robić w przyszłości.
Nie da się zliczyć, ile razy żegnaliśmy się z pracownikami i ile razy im dziękowaliśmy za mile spędzony czas. Zebraliśmy się i wyszliśmy na dwór. Nareszcie poczułam świeże powietrze. Udaliśmy się do najbliższej restauracji zjeść obiad. Po posiłku nabrałam nowej energii, która jeszcze była mi potrzebna. Tak, jak mówiła nasza opiekunka dzisiaj miał czekać na nas bardzo pracowity dzień. Zaraz od restauracji poszliśmy do klubu tanecznego, gdzie mieliśmy nauczyć się choreografii do naszego teledysku. Nie była ona trudna. Zanim się jej nauczyliśmy, musieliśmy poświęcić na nią klka dobrych godzin. Kiedy skonczyliśmy, byliśmy z siebie naprawdę zadwoleni. Zrobiliśmy tego dnia bardzo dużo, dzięki czemu już jutro będziemy mogli nagrać teledysk. Na dworze, przed budynkiem, nauczyciele poinformowali nas, że za ciężką pracę mamy trzy godziny wolnego czasu. Mogliśmy iśc nad morze, na miasto, nad basen lub odpocząć w hotelu. Dogadałyśmy się z dziewczynami, że najpierw pójdziemy do hotelu przebrać się w stroje kąpielowe. Tak też zrobiłyśmy. Szłam patrząc się w ekran telefonu, a gdy znalazłam się już w hotelu, spostrzegłam, że dziewczyny doszły już do pokoju. Zanim weszłam na schody, usłyszałam swoje imię. Mimo, że znałam ten głos i wiedziałam, że nie chcę rozmawiać z tą osobą, odwróciłam się. Przede mną stał nikt inny, jak Leon. Spuściłam wzrok.
- Chciałbym z tobą porozmawiać. - powiedział na jednym wdechu.
- Mówiłam już, że nie chcę mieć z tobą jakiegokolwiek kontaktu. - odpowiedziałam wymijając go.
Złapał mnie za nadgarstek, tym samym zatrzymując mnie.
- Cholera, Violetta! Dlaczego nie chcesz wysłuchać tego, co ja mam do powiedzenia?! - krzyknął.
- Bo o wszystkim wiem. Zraniłeś mnie. Gdy cię widzę, mam w sobie burzę emocji - spojrzałam mu w oczy. - Po co tracisz na mnie czas? Co? Nie znalazleś jeszcze dziewczyny, która ci się nie znudzi tak szybko, jak ja?! - patrzyłam na niego z żalem.
Patrzył na mnie i nic nie mówił. Złączyłam usta w cienką linię. Rozumiałam tą ciszę, jako to, że przyznał mi rację. Odeszłam. Jak najszybciej pobiegłam do pokoju. Stanęłam przed drzwiami do pokoju. Przetarłam ręką łzy. Cała się trzęsłam. Kiedy byliśmy razem, kochałam z nim rozmawiać, teraz unikam tego, jak ognia. Weszłam do pokoju. Dziewczyny od razu się na mnie spojrzały.
- O nic nie pytajcie. - pociągnłęam nosem.
Wzięłma strój kąpielowy i weszłam do łazienki. Umyłam twarz, przebrałam się i chwilę ochłonęłam. Wyszłyśmy z pokoju. Szła z przodu razem z Francescą.
- Wszystko dobrze? - zapytała.
- Tak. - powiedziałam uśmiechając się.
- Viola, mnie nie oszukasz. Ten uśmiech o tylko przykrywka, prawda? - patrzyła na mnie.
Westchnęłam.
- Leon mnie zatrzymał. Chciała porozmawiać. Nie chciałam, ale zbyt bardzo mnie zdenerował. Wypomniałam mu wszystko, co zrobił i odeszłam. To było straszne. - wynałam.
Przytuliła mnie.
- Tak bardzo bym chciała, żeby sie od ciebie wreszcie odczepił i żebyś była szczęśliwa.
Uśmiechnęłam się, co odwzajemniła.
- Kocham cię. - dalam jej buziaka w policzek.
- Ja ciebie też, kochana.
Nad morzem spędziłyśmy razem przyjemnie czas. Kąpałyśmy się i opalałyśmy bez opamiętania. Pózniej wyszłyśmy na miasto i zrobiłyśmy spore zakupy. Dobrze jest kupić coś, co będzie nam przypominało o tym miejscu. Wieczorem wróciłyśmy do hotelu na kolację, a później padłyśmy zmęczone po ciężkim dniu.


Wesołych Świąt, kochani!

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia,
 życzę Wam wesołych i ciepłych, rozinnych świąt,
 wielu sukcesów, zdrowia, radości, szczęścia,
 spełnienia marzeń, uśmiechu i wszystkiego co dla Was najlepsze! ❤

Niunia Verdas


21.10.2016

[Relacja] Spotkanie z Tini

7 komentarzy:
Hejka! Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o spotkaniu z Tini, na którym byłam :)

Zacznijmy od początku, kiedy to spotkanie z Martiną Stoessel miało odbyć się 13.10.2016r. w galerii Arkadia w Warszawie i zostało ono ogłoszone dwa tygodnie wcześniej. Jak każda jej fanka, bardzo chciałam tam być i się z nią zobaczyć. Od razu pobiegłam do rodziców i zaczęłam z nimi o tym rozmawiać. Tata od razu powiedział, że to szalone i się nie zgodził. Mieszkam ok. 500 km od Warszawy, pięć godzin drogi, więc naprawdę ciężko namówić rodziców na taką podróż. Pogodziłam się z tym, bo nie było nawet pewności, czy każdemu uda się dojść do Tini. Jednak tydzień później odwołano spotkanie, a po kilku dniach (11 października) Universal Music Polska ogłosiło konkurs na najbardziej kreatywne zdjęcie z płytą Tini. Nagrodą było spotkanie ze Stoessel. Ale chwila! Wyniki ukazały się dopiero dzień przed spotkaniem! Jakie było moje zaskoczenie, kiedy równo o godzinie 19 dostałam maila od UMP:


Powiedziałam o tym tacie i zaczęłam płakać. Nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje, a tata był załamany, musiał mnie zawieźć. Od razu usiadłam do komputera i zaczęłam pisać list do Tini. O godz. 4 w nocy (13 października) wyruszyliśmy do Warszawy. O ok. 9 byliśmy na miejscu. Poszliśmy do siedziby Universal Music Polska, gdzie odebrałam opaskę, dzięki której mogłam wejść na spotkanie.


Na miejsce spotkania poszłam godzinę przed rozpoczęciem. Było naprawdę bardzo dużo osób. Wnioskuję po zdjęciach na Facebooku UMP, że było nas tam ponad 300. Przedział wiekowy to od ok. 8 lat do 18 i wyżej. Zaznaczam, że więcej było osób 12+ niż tych młodszych. Spotkanie odbyło się w Blue City w klubie Lucid. Teraz już dokładnie nie wiem, ale wpuszczono nas do niego ok. godziny 14:00. W klubie ciągle leciały piosenki Tini. Niestety Martina zamiast przyjść o 14:30, przyszła o 15:30. Jak to dziewczyna stojąca obok mnie powiedziała "Chociaż raz mogliby zrobić coś punktualnie" :P W końcu Tini wychyliła się do nas z góry i pomachała. Radość była przeogromna. Wszyscy piszczeli i krzyczeli. Potem Martina odeszła i wychyliła się ze swoim telefonem, którym nas nagrała. Jedna z organizatorek surowo krzyczała, że nie ma żadnej histerii, wrzasku i przepychania się, bo zakończymy spotkanie, dlatego też wszyscy byliśmy bardzo grzeczni ;) Następnie zaśpiewaliśmy razem fragment piosenki "Siempre Brillaras". Efekt - niesamowity. Cudownie jest śpiewać, wiedząc, że obok ciebie stoją osoby, które tak, jak ty kochają tą samą idolkę. Pan ochroniarz wpuszczał po 10 osób. Do Tini szło się po schodkach na górę, gdzie siedziała na wysokim krzesełku przy stoliku i czekała na swoich fanów. Nie można było wyciągać telefonów i robić zdjęć własnym sprzętem. Podczas stania w kolejce, już na schodkach, jedna z mam wyciągnęła telefon i zrobiła zdjęcie Tini. Wtedy ochroniarz wyprosił ją razem z córką, które nie doszły jeszcze do Martiny. Niestety nie mogły już wrócić, ponieważ pani po powrocie od Martiny obcinała opaski. Jest mi bardzo szkoda tej dziewczynki... :c Wracając. Na wstępie trzeba było podpisać zgodę na opublikowanie zdjęć na Facebooku UMP. Potem dalej stało się w kolejce, przede mną stało ok. pięć osób. Można było dać tylko jedną rzecz do podpisania! Dlatego dobrze było mieć przy sobie opiekuna, który także miał opaskę i wchodził z nami - mógł dać do podpisania naszą drugą rzecz ;) No i w końcu podeszłam do Tini! Jejku, jaka ona jest śliczna! Nie uwierzycie mi, że jest piękniejsza niż na tych wszystkich zdjęciach, ale to prawda! Rozmawiałam z nią po angielsku. Na początku się przywitałam i dałam jej list, na co zareagowała "Oooo, thank you" i się uśmiechnęła. Potem się przytuliłyśmy i wtedy powiedziałam "I love you", a Tini "I love you, too". Martina jest tak bardzo kochana i miła... Cały czas się uśmiechała i ma taki przyjemy do tego głos. Mimo tych wszystkich filmików nie spodziewałam się, że przebywanie z nią jest tak przyjemne. Następnie fotograf zrobił nam zdjęcie. Mam dwa zdjęcia: pierwsze: ja i Tini, drugie: ja, Tini i mój tata. Nie wiedziałam co się dzieje. Miałam przed sobą moją jedyną idolkę, którą tak bardzo kocham. Spełniłam wtedy swoje największe marzenie! Dlatego emocje wzięły górą i zapomniałam jej podziękować. Mówi się trudno, a ja już sobie wybaczyłam - czułam się jak w śnie, trzęsły mi się ręce... No i jak tylko odeszłam od Tini, zaczęłam płakać. Wzięłam tylko plakat "Tini nowe życie Violetty", który można było ze sobą zabrać, pani odcięła mi opaskę, zeszłam na dół i płakałam. To było tak piękne i niesamowite uczucie, którego po prostu nie da się opisać. To tak jakby wygrać życie.


Podsumowując, opłacało się przebyć w sumie te 1000 km na te dwie minuty z Tini. Nie żałuję, a nawet tak bym nigdy nie pomyślała! Pamiętajcie, że jeśli wam na czymś zależy, to walczcie o to, nie poddawajcie się! Teraz, gdy już spełniłam to swoje marzenie, poczułam, że to jest wykonalne. że te marzenia naprawdę da się spełnić. Trzeba tylko wierzyć i dążyć do ich spełnienia. Życzę wam, abyście kiedyś mieli okazję spotkać swoich idoli. Nigdy nie myślcie, że to się nie zdarzy, bo z takim podejściem ciężko cokolwiek zrobić :)

Bonus (tak naprawdę zapomniałam dodać): Gdy stałam w kolejce, fanka dała Tini dużą czekoladę Milkę, a reakcja Tini była bezcenna: "Aaaa, yeeees!" :D

Dokładam filmiki ze spotkania:





Przepraszam za jakość filmików. Normalnie jest o wiele lepsza, ale niestety tak się przesłało na bloga :( Aha, jeśli chcecie obejrzeć filmiki to polecam na komputerze, bo na telefonie może się po prostu nie otworzyć :)

29.09.2016

Rozdział 34 - Chcę z tobą porozmawiać.

7 komentarzy:
4 lipca 2015r. (sobota)
Znalezione obrazy dla zapytania Diegoletta gif
Rozdział dedykuję Hayley i Maddy

Violetta
Diego jest jest bardzo sympatyczny. Wcześniej uważałam go za idiotę, bo tak się zachowywał. Jednak zauważyłam, że teraz się zmienił i rozmawia mi się tak dobrze, jak z Leonem, kiedy jeszcze byliśmy razem. Zamieniłam z nim jeszcze kilka słów i poszłam do dziewczyn zostawiając go z kolegami. Opiekunowie zaprowadzili nas do kawiarenki. Zatrzymaliśmy się tam na chwilę, aby kupić coś słodkiego. Z pośród lodów, rurek ze śmietaną, koktajli i innych pysznych smakołyków, wybrałam gofry z bitą śmietaną i owocami. Usiadłam z moim deserem przy stoliczku i zaczęłam jeść, czekając na koleżanki. Na znak opiekuna, ruszyliśmy dalej. Niedaleko, jak się okazało, było morze. Zdjęłam japonki, chwyciłam je w rękę i nagimi stopami weszłam na chłodny już piasek. Zbiegliśmy  z góry piachu, jak tygrysy rzucające się na mięso, aby ujrzeć wodę. Zanurzyłam w niej dłonie, chcąc sprawdzić jej temperaturę. 
- Zimna. - stwierdziłam.
Podniosłam się i tym razem do wody włożyłam stopy. Pisnęłam. To było uczucie, jakbym trzymała nogi w kawałkach lodu. Nie wytrzymałam długo i za chwilę ponownie przeniosłam się na piach. Spacerowaliśmy brzegiem morza patrząc na zachodzące słońce, które odbijało się w wodzie. 
- Dziewczyny, patrzcie! - krzyknęłam. - Tam ktoś pływa.
- O Boże, nie dałabym rady w takiej lodowatej wodzie. - powiedziała Ludmiła.
Idąc, nie zauważyłam wystającego kamienia. Potknęłam się o niego, źle przy tym stawiając nogę i upadłam na piach z jękiem pełnym bólu. Złapałam się za kostkę. Ból był tak straszny, że nie początkowo nie wiedziałam, co się dzieje. Płakałam.
- Violetta. - podbiegł do mnie Federico. - Bardzo boli? 
Kiwnęłam głową. Przytulił mnie, a ja cała się trzęsłam.
- Violu, zaniosę cię do hotelu. - odezwał się Diego kucając na przeciwko mnie.
- Nie, poradzę sobie. - wyszlochałam.
Podniosłam się z pomocą brata, ale nie mogłam dalej iść. To było niewykonalne. Oparłam się drugą ręką o kolegę, a on niespodziewanie wziął mnie na ręce.
- Diego, dasz sobie radę? - zapytała opiekunka.
Przytaknął.
- Zostań z nią. Idźcie do pielęgniarki, jest w hotelu. Czekajcie na nas. Diego, uważaj.
Chłopak ruszył w kierunku hotelu. Oparłam głowę w zagłębieniu jego szyi i ścisnęłam mocno powieki, aby powstrzymać ból.
- Diego. - położyłam dłoń na jego torsie. - Dlaczego to robisz?
- Bo chcę ci pomóc. Sama nie dałabyś rady. - odpowiedział. - Boli cię jeszcze?
- Tak. Pewnie by mniej bolało, gdy bym miała buty, a ja chodziłam boso. Tak jak każdy. - wymamrotałam.
- Nie martw się, będzie dobrze. - musnął mnie we włosy.
Uśmiechnęłam się. Diego doniósł mnie do hotelu, do pokoju pielęgniarki. Posadził mnie na kozetce i usiadł obok mnie.
- A co to się stało? - zapytała starsza pani.
Opowiedziałam jej, jak to się stało i, w którym miejscu mnie boli. Wzięła moją stopę do ręki, wymasowała ją i posmarowała zielonym żelem.
- Przyjdź do mnie rano to posmaruje ci drugi raz i obejrzę stopę. Nie wygląda mi to na coś groźnego, ale nie przemęczaj nogi dzisiaj. - powiedziała.
Kiwnęłam głową. Diego ponownie wziął mnie na ręce i poszedł do mojego pokoju. Odłożył mnie na łóżko.
- Dziękuje, jesteś kochany. - powiedziałam słodko.
Przybliżyłam się do niego, ale na chwilę się zawahałam. Ostatecznie pocałowałam go w policzek. Uśmiechnął się.
- Cieszę się, że mogłem ci pomóc. - powiedział.
Nastała cisza. Chciałam ją przerwać, bo było dość niezręcznie, ale nie wiedziałam, jak zacząć.
- Czyje to karty? - zapytał wskazując na małą szafeczkę.
- Camili. - odpowiedziałam.
- To może pogramy? I tak nie mamy nic innego do roboty. - zaproponował biorąc do ręki pudełko z kartami.
Zgodziłam się.
- Znasz grę "Złodziej"? - spytał tasując karty.
Zaprzeczyłam.
- To cię nauczę. - rozdał nam po pięć kart.

- No nie, jak ty to robisz? - oburzył się, gdy już po raz trzeci go ograłam.
Zaśmiałam się.
- To się nazywa fart początkującego. - powiedziałam rozbawiona.
Pokręcił głową nie dowierzając. Zebrał karty i włożył je z powrotem do pudełka.
- Skoro nie mamy co robić to może obejrzymy film? Dzisiaj miała być jakaś komedia. - zapytał.
- Tak, jasne. - odpowiedziałam.
Diego włączył telewizor, a ja sprawdziłam, czy ktoś do mnie nie napisał, ale nie miałam żadnej wiadomości. Przy okazji dowiedziałam się, która jest godzina - 21:30.
- Leci już z jakieś piętnaście minut. - powiedział.
Odłożyłam telefon i oparłam się o ramę łóżka, a Diego usiadł obok mnie. Film leciał, a grupy jak nie było, tak nie ma, a ja już byłam bardzo zmęczona. Wiedziałam, że nie mogę zasnąć. Musiałam poczekać na dziewczyny i opiekunów, którzy muszą sprawdzić, czy wszystko ze mną dobrze. Z moją stopą już w porządku. Boli, ale o wiele mniej. Oparłam głowę o ramię chłopaka i zamknęłam oczy.
- Nie przeszkadza ci to? - zapytałam cicho.
- Nie. - objął mnie ramieniem, dzięki czemu bardziej się w niego wtuliłam.
Przysnęłam w połowie filmu.
W pewnym momencie usłyszałam z dołu hotelu obozowiczów.
- Francesca. - zerwałam się na nogi.
Właśnie wtedy przypomniało mi się, co mówiłam miesiąc temu przyjaciółce. Miałam spiknąć ją i Diego ze sobą, a tymczasem tulę się z nim. Gdyby nas zobaczyła, byłoby jej przykro. Zawiodła by się na mnie.
- Co? - Diego zmarszczył brwi.
Zmieszałam się.
- Yy... Francesca i dziewczyny tu idą. Słyszysz? Przepraszam Diego, ale lepiej będzie, jeśli już pójdziesz. - wymamrotałam.
- Zrobiłem coś nie tak? - zapytał.
- Nie. Wiesz, one czasami zachowują się bardzo dziwnie i chyba nie chciałabym, żebyś to widział. - wymyśliłam szybko.
- No dobra, okey. - wstał i podszedł do drzwi.
- Diego. - spojrzał na mnie. - Przepraszam.
- Nic się nie stało. - uniósł kąciki ust do góry.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się.
Przytulił mnie mocno i pocałował mnie w policzek.
- Dobranoc.
- Dobranoc. - odpowiedziałam i zamknęłam za nim drzwi.
Wzięłam głęboki wdech patrząc na pokój. Założyłam kosmyki włosów za uszy i zaczęłam ogarniać pomieszczenie. Poprawiłam pościel, odłożyłam karty na miejsce i usiadłam na łóżku udając, że oglądam telewizję. Tak naprawdę myślałam o tym, czy Diego poszedł do swojego pokoju, czy też siedzi gdzieś tu pod drzwiami, które z resztą po chwili się otworzyły. Do pokoju weszły uśmiechnięte od ucha do ucha dziewczyny.
- Jak tam Vilu? - zapytała Camila zdejmując torebkę.
- Lepiej. - odpowiedziałam.
- Zaraz przyjdzie do ciebie nasza opiekunka. - przytuliła mnie.
- A gdzie Diego? - zagadnęła Lucy.
- Nie mów, że cię tak zostawił. - oburzyła się Ludmiła.
- Nie. - zaprzeczyłam spoglądając uważnie na Francescę. - On... On wiele dla mnie zrobił. Pomógł mi, ale poszedł do siebie, gdy usłyszał, że wszyscy już wracają. - odpowiedziałam nie do końca zgodnie z prawdą.
- Co robiliście? - Camila poruszała śmiesznie brwiami.
- Cami... My nie jesteśmy parą.
- Przecież ja tylko pytam.
W pokoju rozległ się dźwięk otwieranych drzwi. Przyszłą nasza opiekunka.
- Violu, ja do ciebie. Jak się czujesz? - usiadła obok mnie.
- Byłam u pielęgniarki. Posmarowała mi maścią i mam do niej przyjść jeszcze jutro rano. - powiedziałam.
- Boli?
- Troszeczkę.
- No dobrze. To dobranoc, dziewczynki. - pożegnała się i wyszła z pomieszczenia.
- Dobranoc. - odpowiedziałyśmy.
- Idę się myć. - oznajmiła Ludmiła i weszła do łazienki.
Położyłam się na łóżku. Dziewczyny włączyły jakiś serial, którego i tak nie oglądały, tylko szykowały się do mycia. W pewnym momencie mój telefon, który trzymałam w rękach, zabrzęczał. Odblokowałam telefon i odczytałam wiadomość. Zrobiło mi się w środku gorąco, gdy odczytałam, kto do mnie napisał. Na chwilę zakręciło mi się w głowie. Tylko nie on...

*Od Leon*
Zejdziesz na dół? Chcę z tobą porozmawiać.

Nie, tylko nie to. Proszę...
- Francesca - szepnęłam.
Spojrzała na mnie i usiadła obok mnie. Pokazałam jej wiadomość, a ta ponownie spojrzała się na mnie z grymasem na twarzy.
- Nie chcesz, prawda? - zapytała cicho.
Pokręciłam głową. Wzięła ode mnie telefon i napisała coś.

*Do Leon*
Ale ja nie chcę. Zostaw mnie w spokoju.

Westchnęłam klikając przycisk "Wyślij". Dlaczego to takie trudne zapomnieć o kimś, kto wyrządził w moim sercu taką ranę? Zawsze twierdziłam, że te wszystkie dziewczyny wyolbrzymiają z tym, że chłopaki to dupki, którzy i tak zostawią swoje dziewczyny i nie będzie to ich w ogóle obchodzić. Miały rację. Rozkochał mnie i rzucił.
- Vilu, dobrze się czujesz? - zapytała Fran.
- Tak...
- Jesteś blada. Idź po Ludmile do łazienki, a potem idź spać. - powiedziała tuląc mnie.
Zrobiłam tak, jak zaleciła mi przyjaciółka.

Francesca
Dziewczyny leżały w łóżkach, Violetta zasnęła, a Camila była właśnie w łazience. Było mi strasznie szkoda Vilu. Myśl i wspomnienia z Leonem ciągle ją męczą. Nie chciałabym być na jej miejscu. Bardzo chcę jej pomóc, ale to jest trudne.
Zabrzęczał jej telefon, który leżał na szafeczce nocnej przy łóżku. Domyślałam się, że Leon odpowiedział na jej ostatnią wiadomość. Znając hasło, odblokowałam ekran i odczytałam.

*Od Leon*
Ale my musimy pogadać. Błagam.

*Do Leon*
Violetta śpi. Nie pisz do niej, bo tylko pogarszasz sprawę. Uwierz, że tak będzie lepiej i dla niej, i dla ciebie. Francesca.

Usunęłam wiadomości i odłożyłam telefon na miejsce.

Violetta
Obudziłam się jako pierwsza, przed budzikiem. Wstałam i poszłam do łazienki się wyszykować. Gdy wróciłam do pokoju, dziewczyny wciąż spały. Delikatnie położyłam się na Francesce i dałam jej buziaka w policzek.
- Wstajemy! - zaśmiałam się.
- Nie... - wymamrotała.
Skakałam po łóżkach i budziłam wszystkie dziewczyny po kolei.

Po śniadaniu, w strojach kąpielowych wybraliśmy się nad morze. Tym razem postanowiłam bardziej uważać, jak chodzę. Rozłożyliśmy koce i powbijaliśmy kilka parawanów. Gdy tylko się posmarowałam kremem, wskoczyłam do wody. To znaczy na początku zanurzyłam delikatnie nogi, bo woda była zimna, ale ktoś musiał mnie popchnąć i przez to cała się zanurzyłam. A tym 'ktoś' był Federico. Myślałam wtedy, że go uduszę. Było mi tak bardzo zimno...
- Federicoo! - wrzasnęłam, a ten zaczął się śmiać, jak głupi.
- Głupku! Wiesz jak tu zimno?!
- Ojej, siostrzyczka się zezłościła. - zaśmiał się przytulając mnie.
Uspokoiłam się i powoli zanurzyłam się do wody. Chwilkę po mnie wszyscy byli w wodzie. Zabawa była niesamowita! Później razem zrobiliśmy ogromną dziurę w piasku. Tak wielką, że moglibyśmy się wszyscy w niej pomieścić jednocześnie! Na koniec podpłynęła do nas motorówka z 'bananem'. Chętni mogli się przejechać. Zgłosiłam się, bo dla mnie to nowość - nigdy tego nie próbowałam. Założyłam kapok i razem z kilkoma osobami zajęłam miejsce na bananie. Na głębokiej wodzie, motorówka przyśpieszyła robiąc gwałtowne ruchy. Z moje twarzy nie znikał uśmiech. Piszczałam głośno, bo nie mogłam się utrzymać. W końcu nie dałam rady i zleciałam razem z kilkoma chłopakami. Banan się zatrzymał i czekał na nas. Oczywiście byłam najwolniejsza. Traciłam powoli siły w rękach i nogach.
- Pomóc ci? - zapytał Leon, który także był w wodzie.
- Poradzę sobie sama. - powiedziałam płynąc dalej.
Jednak ja już byłam zmęczona. Widząc to, złapał mnie ręką w tali, przyciągnął do siebie i podpłynął razem ze mną. Następnie podsadził mnie na banana. Wypadało by mu podziękować, ale tak naprawdę nie miałam na to ochoty.
- Dziękuję - wydusiłam.
Po jakimś czasie wróciliśmy na brzeg, gdzie pozostali bili nam brawo. Zdjęłam kapok i pobiegłam do dziewczyn.
- Fajnie było? - zapytały.
Kiwnęłam zadowolona głową.
- Dobrze ci szło - uznała Cami.
- Dzięki - uśmiechnęłam się.
Potem zaczęliśmy się zbierać. Jedni wzięli koce, a inni parawany i skierowaliśmy się do hotelu.
Wieczorem, po kolacji spotkaliśmy się wszyscy przy basenie. Puściliśmy muzykę, przygotowaliśmy jakieś jedzenie i dobrze się tak razem bawiliśmy. Dziewczyny zadecydowały, że zaczną tańczyć zumbę. Chciałyśmy wciągnąć do tego chłopaków, ale nie chcieli. Włączyliśmy "Ain't your mama" i tańczyłyśmy. W połowie dołączył się do nas Federico, który próbował wykonywać te same ruchy, co my. Mieliśmy z niego niezły ubaw, bo mu to kompletnie nie wychodziło.

Hejka, misie! :D 
Przybywam do was z kolejnym rozdziałem. Mam pomysł na kolejne akcje i już nie mogę się ich doczekać :P Ale na to, co podoba mi się najbardziej, będziemy musieli jeszcze trochę poczekać :c Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba. Znalazłam chwilkę i mogłam go skończyć, bo zaczęłam go już w sierpniu xD Dziękuję wam za te wszystkie miłe komentarze <333 
Kocham,
Niunia 







23.09.2016

One Shot - "Miłość odkrywa się kochając"

8 komentarzy:
Znalezione obrazy dla zapytania Leonetta 3 gif
One Shota dedykuję Violetta Vilu <3

"Miłość odkrywa się kochając"

Martina
Jak zwykle rano zadzwonił mój budzik. Nie otwierając oczu wyłączyłam go i obróciłam się na drugi bok. Zamruczałam i powolnym ruchem przeniosłam się do pozycji siedzącej. Włączyłam telefon. Na ekranie blokady pojawiła się godzina - 5:30. Narysowałam wzór i zaczęłam przeglądać social media. Później weszłam do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic. Wyszczotkowałam zęby i uczesałam się w luźnego warkocza. Na planie i tak stylistki będą robić z moimi włosami dosłownie wszystko. Następnie ubrałam krótkie spodenki i białą, koronkową bluzkę. Na koniec spryskałam się swoimi ulubionymi perfumami i wyszłam z pomieszczenia. Będąc na korytarzu, założyłam białe Superstary, wzięłam małą torebkę i wyszłam z domu. Na ulicy czekał już na mnie samochód, który woził mnie od poniedziałku do piątku na plan serialu "Violetta", w którym gram główną rolę. Otworzyłam drzwi pojazdu i usiadłam na miejscu pasażera obok kierowcy. Przywitałam się z mężczyzną i zamieniłam z nim kilka słów, a potem oboje zamilkliśmy. Jego praca musi być ciężka. Prawie jak moja. Codzienne wstawanie o tak wczesnej porze, dziesięciogodzinna praca, nauka scenariusza... To sporo, jak na osiemnastolatkę. Trzeba też znaleźć przecież czas na odpoczynek i spotykanie z przyjaciółmi. Ale gdy jestem zmęczona i przygnębiona tym wszystkim, przypominam sobie, że przecież aktorstwo to moje marzenie z dzieciństwa. Udało mi się je spełnić, to cudowne. 
Samochód się zatrzymał.
- Miłego dnia, Martina. - rzekł kierowca, kiedy wysiadałam.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się. - Wzajemnie. 
Zamknęłam drzwi, a auto odjechało. Weszłam do budynku, gdzie toczyło się to całe filmowe 'życie'. Jak zwykle był tu bałagan. Kamery na każdym kroku, kable gdziekolwiek stanęłaś, papierki, papiery, scenariusze... Trzeba uważać. Pierwszego dnia na planie byłam przerażona. Bałam się, że zrobię coś nie tak albo się potknę. Teraz jest to dla mnie przyjemnością. Nie stresuję się. Panuje tu naprawdę miła atmosfera. Ale ja miałam wtedy czternaście lat, byłam mała. A to wszystko było dla mnie szokiem.
- Tini! - podskoczyła Mercedes i pobiegła w moją stronę. 
- Cześć... - przytuliłam przyjaciółkę. - Nie widziałyśmy się tylko przez dwa dni, a ja się za tobą tak stęskniłam. 
Dziewczyna zaśmiała się.
- Martina, Mercedes! Chodźcie na śniadanie! - krzyknął reżyser.
Ja śniadania w domu w tygodniu nie jem. Dopiero tutaj, cała ekipa je wspólnie razem pierwszy posiłek. To naprawdę niesamowite! 
Udałyśmy się do jadalni. Przywitałam się ze wszystkimi i zajęłam miejsce obok Lodo i Ruggero. No i oczywiście po posiłku, gdy wszystko posprzątaliśmy zaczęliśmy ciężką pracę. Najgorsze jest powtarzanie jednej sceny po tysiąc razy przez, jak to mówi montażysta, niesprzyjające warunki pogodowe. Ale bardzo często powodem też są nasze wpadki. Wtedy wszyscy się śmiejemy, co jest super zabawą! Około godziny 16 skończyliśmy pracę na planie i mogliśmy wrócić do domu.
- Mechi, idziemy dzisiaj na rowery? - zapytałam zachwycona dzisiejszą pogodą.
- Wybacz, kochana. Przyjechała do mnie rodzina, tak dawno ich nie widziałam. Może innym razem, co? Przepraszam, naprawdę... - przytuliła mnie ze smutną minką.
- Nie, no. Nic się nie stało. W pełni cię rozumiem. - uśmiechnęłam się.
Po pewnym czasie szukania ochotnika podeszłam do Jorge.
- Masz teraz czas, czy się gdzieś wybierasz? - spytałam.
- Nie, chyba nie. A co? - uśmiechnął się.
- Nikt nie ma czasu, a ja mam teraz taką ochotę na rowery... Jest taka śliczna pogoda, a ty jesteś ostatnią szansą. - wyjaśniłam.
- Jasne. - odpowiedział rozbawiony. - To o której się spotykamy?
- No nie wiem. Teraz pójdę do domu coś zjeść, ty pewnie też.
- Okey, to umawiamy się o 17:30 w parku. - rzekł.
Kiwnęłam głową i wróciłam do domu. Po przekroczeniu progu drzwi zdjęłam buty i od razu weszłam do kuchni. Wyjęłam z szafek potrzebne składniki i zaczęłam przygotowywać spaghetti. Gdy danie było gotowe, nałożyłam je na talerz. Wzięłam naczynie i usiadłam na kanapie, gdzie zjadłam obiad i w między czasie obejrzałam serial. Następnie posprzątałam po sobie. Mieszkam sama w wynajmowanym mieszkaniu. Mój dom znajduje się w Buenos Aires, a aktualnie znajduje się w Madrycie, w Hiszpanii. Od miesiąca nie widziałam się ze swoją rodziną. Tak jak mówiłam, mieszkam sama, dlatego muszę dbać o porządek w tym domu. Wyciągnęłam z roboczego pomieszczenia swój biały rower i wyprowadziłam go na zewnątrz. Założyłam buty, spakowałam wszystkie potrzebne mi rzeczy do plecaczka i zamknęłam drzwi na klucz. Włożyłam słuchawki do uszu, w których usłyszałam "Into You" Ariany Grande, a następnie wsiadłam na rower i pojechałam do największego, jak i najbliższego parku w Madrycie. Zaparkowałam w centrum parku i usiadłam na ławeczce. Jorge jeszcze nie było. Przyszedł dopiero po kilku minutach. Przytuliłam go i wsiadłam na rower. Powoli jeździliśmy rozmawiając.
- Wiesz, że ostatnio częściej jeżdżę na rowerze? - wspomniał.
- Ja też. - powiedziałam.
- I jestem szybki. - uniósł brwi.
- Oj, sądzisz, że jestem powolna na rowerze? - zaśmiałam się.
- Możemy się o tym przekonać.
Spojrzałam na niego pytająco, wracając od razu wzrokiem na drogę, by się nie przewrócić.
- Zrobimy wyścigi. - zaproponował.
Wybuchłam śmiechem.
- Mówię serio. - powiedział poważnym głosem.
- No dobra. - zgodziłam się po chwili namysłu. - Jeśli wygram, musisz spełniać wszystkie moje zachcianki przez cały miesiąc.
- Okey... Ale jeśli ja wygram... - zastanowił się. - To postawię ci dziesięć pytań, na które musisz się zgodzić.
Przełknęłam ślinę. Bałam się, że może to być coś strasznego. Ale Jorge to mój przyjaciel, nie zrobiłby czegoś, co mogło by się źle dla mnie skończyć.
- Zgadzam się. - rzekłam. - To dokąd się ścigamy?
Jorge się zatrzymał i rozejrzał.
- Od tego drzewa... do tego słupa przy ulicy. - powiedział.
Kiwnęłam głową i się przygotowałam.
- Gotowa?
Wzięłam głęboki wdech i skinęłam głową.
- Start! - krzyknął.
Nacisnęłam na pedały i ruszyłam. Pędziłam jak nigdy. Już po kilku sekundach zaczęły boleć mnie uda. Ale nie dam się. Jeszcze trochę do końca. Jechaliśmy w tym samym tempie. Niestety w ostatniej chwili Jorge mnie wyprzedził i na mecie był pierwszy. Krzyknął radośnie i wystawił mi język. Zrobiłam groźną minę i zahamowałam. Założyłam ręce i udałam obrażoną. Jorge się tylko zaśmiał. Zszedł z roweru i przytulił mnie,
- I kto tu jest szybszy? - droczył się.
- Nie byłam przecież taka zła. - broniłam się.
- No to prawda. Jeszcze trochę i serio byś mnie wyprzedziła. Pytania zaczynamy od jutra. - odsunął się i puścił oczko.
Westchnęłam kiwając głową.
- Nie martw się. - pogładził mnie po plecach. - Wyzwania nie będą trudne. - zaśmiał się.
- Jorge. - spojrzałam na niego wzrokiem "taa, jasne". - Znam cię. Już się boję. - uśmiechnęłam się.

Następnego dnia po planie zdjęciowym, podszedł do mnie Jorge. Wyciągnął z kieszeni karteczkę i spojrzał na mnie.
- Pamiętasz? Dzisiaj pierwsze wyzwanie. - uśmiechnął się.
- Ciężko byłoby zapomnieć. - zaśmialiśmy się.
- No więc... Czy pójdziesz na plac zabaw i zjedziesz ze zjeżdżalni? - wyczytał z kartki.
Wybuchłam śmiechem.
- No jasne. Takie łatwe wyzwania to ja mogę wykonywać do końca życia. - oznajmiłam rozbawiona.
- Pamiętaj, że przed tobą jeszcze dziewięć zadań. - ostrzegł mnie.
Kiwnęłam głową.
- Chodźmy. -  dotknął dłonią moich pleców idąc obok mnie.
W parku była masa dzieciaków. Jedne przechodziły labirynt, drugie huśtały się na huśtawkach, a inne zjeżdżały na zjeżdżalni. Były to dzieci w przedziale wiekowym 3-10 lat. Ja miałam 18 - spora różnica.
- No, na co czekasz? - pośpieszał mnie chłopak.
- No już, już. - uspokoiłam go.
Weszłam na piasek, a następnie na drewniany labirynt prowadzący do zjeżdżalni. Pech chciał, że akurat tego dnia wybrałam sobie buty na słupku. Ostrożnie przeszłam przez bujające się belki. Jeszcze trochę i koniec.
- Proszę Pani. - zawołała starsza kobieta.
Momentalnie odwróciłam głowę w jej stronę.
- To jest miejsce dla dzieci, nie dla dorosłych osób. Bardzo proszę, żeby pani zeszła.
Przestraszona spojrzałam się na śmiejącego się Jorge.
- Ttaak, tylko raz zjadę z tej zjeżdżalni i już sobie idę. - odpowiedziałam zmieszana.
Kobieta westchnęła kręcąc niezadowolona głową i odeszła. Ja natomiast doszłam do końca i zjechałam ze zjeżdżalni podczas, gdy wszystkie oczka dzieci spoczywały właśnie na mnie. Wyszłam z piaskownicy i wróciłam do Jorge.
- Zadowolony? - zapytałam strzepując ze spodni piasek.
Kiwnął głową rozbawiony.
- Ale śmieszne.

W środę, podczas przerwy, Jorge podał mi małe, niebieskie pudełeczko. Uniosłam pytająco brwi.
- To twoje dzisiejsze wyzwanie. Musisz zjeść całą.
Otworzyłam opakowanie i zobaczyłam papryczkę chili.
- Nie, Jorge. Błagam... - jęknęłam.
- Na popicie mam dla ciebie mleko. - zaśmiał się.
Nie wiem czemu, ale wokół mnie zebrała się cała ekipa serialu.
- Tini, czemu on stawia ci wyzwania? - zapytała Mechi.
- Bo przegrałam zakład. - westchnęłam i wzięłam w palce papryczkę.
- Dajesz, Tini! - krzyczeli wszyscy.
Ugryzłam kawałek, ale zaraz potem wsadziłam sobie ją całą do buzi. Na początku było okey, ale potem zaczęło się piekło.
- Mleko, dajcie mi mleko! - krzyczałam wystawiając język.
Spanikowana Cande podała mi biały napój, a ja zaczęłam go szybko pić, do momentu, gdy ostry smak przestał działać w mojej buzi.
Przyjaciele bili mi brawo. Spojrzałam na Jorge mordującym wzrokiem, a potem zaczęłam się śmiać.
- Już nigdy nie zjem papryczki chili. - oznajmiłam. - Za to wcisnę ją do tej twojej pięknej buźki. - zagroziłam Jorge, który zaczął się śmiać.

- Hej wszystkim! - krzyknęłam wchodząc na plan filmowy.
- Witaj, Tini. - przywitał się ze mną uśmiechnięty Martin, nasz reżyser.
Odwzajemniłam uśmiech i poszłam dalej w głąb budynku.
- Hej, Tinka! - krzyknął Jorge.
- Tini, jestem Tini. - zaśmiałam się.
- Niech ci będzie.
- Jakie dzisiaj przygotowałeś dla mnie wyzwanie? - zapytałam odwieszając torebkę na wieszak.
Usiadłam na fotelu, podczas, gdy Jorge szukał swojej karteczki.
- Chole...
- Jorge. Nie przeklinaj w moim towarzystwie. - przerwałam mu.
- Sorry, zapomniałem. - uśmiechnął się.
Kiwnęłam głową.
- Zapomniałem kartki. Okey... Zaraz coś wymyślę. - powiedział.
Wyciągnęłam z torebki scenariusz i powtarzałam sobie, gdy Leon się zastanawiał nad moim wyzwaniem.
- Musisz sobie zrobić słodkie, ale takie przesłodkie selfie ze mną i wstawić na wszystkie swoje portale społecznościowe. - uśmiechnął się głupio.
Puknęłam się kilka razy palcem w czoło.
- Żartujesz sobie? - zmarszczyłam brwi. - Wiesz, o tym, że potem wszyscy: fani, dziennikarze, paparazzi będą się nami interesować i pytać o nas jako para? Wyobrażasz sobie, co to będzie? Jesteś tego pewny, że tego chcesz? - wstałam zdenerwowana.
- Jestem pewien tego co robię. - odpowiedział zadowolony.
- Żebyś się potem nie zdziwił.
- No już, nie denerwuj się tak, bo nie wyjdziesz słodko na zdjęciu. - zaśmiał się.
Westchnęłam i wyjęłam z tylnej kieszeni swój telefon. Włączyłam Snapchata i wyciągnęłam rękę do przodu. Zbliżyłam się do Leona tak, że dotykałam go swoim ciałem i pocałowałam go w policzek. Uwieczniłam ten moment klikając palcem na kółeczko, dzięki czemu wyszło zdjęcie. Zapisałam je, a następnie wstawiłam na my story,  Instagrama, Twittera i  Facebooka.
- Zadowolony? - uśmiechnęłam się.
- Bardzo. - zaśmiał się.
- Mam jeszcze jedno wyzwanie. - powiedział, gdy już miałam iść do naszej wspólnej kuchni.
Zatrzymałam się.
- Dwa jednego dnia?
- A kto powiedział, ile ma być zadań na dzień? - zakpił.
- No mów, szybko. Nie mamy czasu, Jorge! - pośpieszałam go.
- Przytul mnie.
- Co? - spojrzałam na niego.
- Twoje wyzwanie. Nie przytulisz przyjaciela? - zrobił smutną minkę.
- Ooo, no oczywiście, że tak. Ktoś tu chyba dawno się nie przytulał, co? - zachichotałam wtulając się w jego silne ramiona.

Następnego dnia, po wyczerpującym dniu pracy w końcu mogłam wrócić do domu. Dzisiaj zrobiliśmy naprawdę dużo ujęć.
- Tini! Poczekaj! - usłyszałam.
Odwróciłam się i ujrzałam biegnącego do mnie Jorge. Na plecach niósł gitarę. Uśmiechnęłam się.
- Wyzwanie. - wydyszał.
- Ach, no tak. Zapomniałam. - przyznałam.
- Idziesz teraz ze mną pod galerię. - powiedział i pociągnął mnie za rękę idąc w tamtym kierunku.
- Ale po co? Jorge, jestem zmęczona... - jęknęłam.
- Zaśpiewasz ze mną "Te amo a ti", a gdy podejdą do nas fani, ty będziesz mogła podejść tylko do jednego z nich. - powiedział.
- Jesteś chamski. ja nie jestem taka. Potem wszędzie będzie szumieć, jaka ta Tini jest dla swoich fanów obojętna. - powiedziałam wkurzona. - Jorge, nie zrobię tego! Zaczynasz mnie irytować! Chcesz mnie zniszczyć?! Zrobić ze mnie potwora?! Zepsuć moją karierę?! - krzyczałam.
Stanął na przeciwko mnie i położył dłonie na moich policzkach.
- Nie, nie chcę tego. Chcę się dobrze bawić. Jeśli stanie się coś, o czym mówiłaś, odkręcę i wyjaśnię to. Zaufaj mi. - powiedział spokojnie.
Kiwnęłam głową i ruszyłam dalej. Skoro obiecał to dotrzyma słowa. Znam go. Gdy byliśmy przed naszą ogromną galerią, usiedliśmy na brzegu fontanny. Chłopak wyjął gitarę i zaczął, jak gdyby nigdy nic na niej grać znaną mi melodię do piosenki "Te amo a ti".
- Por tu amor perdí el camino. No, no encuentro el camino. - zaczęłam śpiewać.
Nie minęło dużo czasu, a wokół nas pojawiło się pełno fanów.
- Tini! Jorge! - krzyczeli.
Przerwaliśmy nasz występ, gdy cały plac był zapełniony ludźmi. Jorge spojrzał na swój telefon i krzyknął do tłumu.
- Przepraszamy, ale coś nam wypadło i bardzo się śpieszymy!
- Bardzo kreatywnie. - wymamrotałam.
Podczas przeciskania się przez ludzi, Jorge podpisał kilku fanom autografy. Rozejrzałam się wokół siebie i spostrzegłam pewną dziewczynkę. Miała może z czternaście lat. Patrzyła się na mnie zaszklonymi oczami i w wyciągniętej ręce trzymała telefon i pamiętnik. Chyba jako jedyna nie krzyczała. Coś mnie podkusiło, żeby to właśnie ona byłą tą jedyną osobą.
Szczęściara - pomyślałam.
Popisałam się na wolnej kartce w jej pamiętniku i zrobiłam sobie z nią zdjęcie.
- Dziękuję. - wymamrotała płacząc.
- Nie płacz. - powiedziałam przekazując jej uśmiech.
Dotknęłam jeszcze jej dłoni i przedarłam się przez tłum. Wsiadłam z Jorge do jego samochodu, który stał na parkingu i odjechaliśmy, jak najdalej się dało. Na szczęście już nikogo za nami nie było.

Była sobota. Poświęciłam ten dzień na odpoczynek. Właśnie siedziałam na kanapie i przeglądałam gazetę, gdy zadzwonił Jorge. No tak, dzisiaj powinno być kolejne wyzwanie, szóste. Kliknęłam na zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
- Halo?
- Cześć, Tini. - powiedział.
- Hejka. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Dzwonię, bo mam do ciebie prośbę i wyzwanie w jednym. - oznajmił.
- No, mów.
- Zajmiesz się Jasperem do jutrzejszego wieczoru? - zapytał, a ja usłyszałam w jego głosie błaganie.
Jasper to jego pies, Husky.
- Jorge, ja się go panicznie boję. - jęknęłam.
- Ale on jest wytresowany, nic ci nie zrobi. Z resztą, widział cię kilka razy, nie jesteś dla niego obca.
- Trzymam cię za słowo. - westchnęłam.
- Zgadzasz się?
- Muszę. - zaśmiałam się.
- Ratujesz mi życie, Tini. - dziękował.
- To kiedy mam przyjść? - zapytałam.
- No najlepiej teraz. Przyszykuję ci łóżko, dobrze?
- Okey, będę za pół godziny. - rozłączyłam się.
Odłożyłam gazetę, którą podczas rozmowy miałam na kolanach i ruszyłam do pokoju, by spakować potrzebne rzeczy. Tak, jak powiedziałam chłopakowi, po pół godzinie czasu byłam już pod jego domem. Zapukałam do drzwi, które po chwili otworzył mi Jorge. Uśmiechnął się i mocno mnie przytulił. Weszłam za nim do środka,
- W pokoju obok łazienki jest sypialnia, w której masz przygotowane łóżko. - powiedział, na co kiwnęłam głową.
Zaraz potem usłyszałam dreptanie łap psa. Biało-czarny pies wyłonił się zza ściany i podszedł do mnie, a potem obwąchał moja nogę. Sięgał moich ud. Spięłam się.
- Nic ci nie zrobi. Pogłaszcz go. - powiedział Jorge.
Przyłożyłam rękę do puszystej sierści psa i lekko go pogładziłam
- Tak w ogóle to, gdzie ty jedziesz? - zapytałam.
- Moja dziesięcioletnia kuzynka została sama w domu i dostała gorączki. Muszę się nią zająć. A Jasper nie może zostać na dwadzieścia cztery godziny sam w domu. - odpowiedział.
- Na ziemi w kuchni leży karma, a na półce są jego przysmaki. Karmę je trzy razy dziennie, a kość zwykle dostaje po południu. Na spacery wychodź z nim przed każdym jego posiłkiem. Potrzebuje na to pół godziny.
- Niezmiernie się cieszę. - powiedziałam sarkastycznie. - Dobra, idź. Dam sobie radę.
- Dzięki. - rzucił i wyszedł z domu.
 Zapięłam smycz do obroży psa i wyszłam z nim na dwór.
- Jasper! Nie ciągnij tak. - mówiłam.
Po dłuższym czasie wróciłam do domu i wsypałam do miski karmę. Dzisiaj to jego ostatnie jedzenie i spacer. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Właśnie leciał mój ulubiony film, który oglądałam chyba z tysiąc razy. Jasper wskoczył na kanapę i położył pysk na moich kolanach. O północy postanowiłam iść do łazienki się umyć. Na półce stały perfumy Jorge. Otworzyłam każde i powąchałam. Uwielbiam je. Zawsze, gdy jestem blisko Jorge, czuję ten niesamowity zapach i nie mogę się jemu oprzeć. Jorge jest kochanym człowiekiem. Czasami głupkowaty, ale umie wyhamować, gdy trzeba. Wzięłam szybki prysznic, wyszczotkowałam zęby, rozczesałam włosy i poszłam do wyznaczonego mi pokoju. Był to mały pokoik o kremowych ścianach. Na środku stało dwuosobowe łóżko, a obok kilka szafeczek. Zapewne jest to pokój gościnny. Rzuciłam swoją torbę z rzeczami na podłogę i położyłam się do łóżka. Miałam uchylone drzwi, dlatego w nocy koło mnie położył się pies i spał tak ze mną do rana. Nie wiem, czy robi tak zawsze, ale obudził mnie swoim piszczeniem. Od razu się zbudziłam i pierwsze, co zobaczyłam to jego śliczne oczka. Jedno niebieskie, a drugie zielone. Pogłaskałam go. Po dłuższym czasie leżenia, Jasper widocznie się wkurzył moim lenistwem i zaczął szczekać.
- No już wstaję! Cicho bądź! - próbowałam go przekrzyczeć.
Wstałam i udałam się do łazienki, gdzie w szybkim tempie wykonałam poranne czynności. Następnie zjadłam śniadanie i wyszłam z psem na spacer. Potem standardowo zjadł jedzenie. Ja w tym czasie uczyłam się scenariusza. Po południu, gdy już się robiło ciemniej, a ja nie miałam nic, czym mogłam się zająć, postanowiłam rozejrzeć się po domu. Nie był duży, jednopiętrowy. Łazienka, salon, mała kuchnia, pokój gościnny i jego sypialnia. Była w kolorze niebieskim, bardzo ładnie urządzona. Chłopak ma gust. Położyłam się na jego łóżku, chcąc sprawdzić, czy jest wygodne. W pościeli ujrzałam białą kartkę. Podparłam się na łokciach i rozwinęłam ją. Zguba się znalazła. Były na niej spisane wszystkie wyzwania. Zaczęłam czytać, aż doszłam do tych, których jeszcze nie wykonałam.

"7. Powiesz mi o swoim największym sekrecie?
8. Czy zostaniesz moją dziewczyną?"

Ostatnich dwóch nie zdążyłam przeczytać, gdyż przerwał mi odgłos otwieranych drzwi wejściowych. Zerwałam się i wyszłam z pomieszczenia. Do domu wszedł Jorge. Witał się z psem, który biegał wokół niego.
- Jak z małą? - zapytałam.
- O, hej. Lepiej. - uśmiechnął się. - Jak tam? Wszystko okey?
Kiwnęłam głową.
- Zamówiłam pizzę. Zjesz? - zaproponowałam z uśmiechem.
- Z chęcią.
Wziął dwa kawałki i usiadł na kanapie. Zrobiłam to samo.
- Obejrzymy jakiś film? - zapytał.
Przytaknęłam. Chłopak włączył telewizor i skakał po kanałach szukając czegoś odpowiedniego. Podczas filmu nie mogłam się skupić. Ciągle myślałam nad tym, co przeczytałam z tej kartki. Zastanawiałam się, co odpowiedzieć. W ostatnich minutach filmu, Jorge wyłączył w telewizorze głos i obrócił się do mnie tak, że siedzieliśmy na przeciwko siebie.
- Nie miałaś dzisiaj żadnego wyzwania. - przypomniał.
- A pies?
- To było na wczoraj. - zaśmiał się. - A więc, powiedz mi o swoim największym sekrecie.
Przełknęłam ślinę. Bałam się jego reakcji.
- Nie krępuj się. - pogładził mnie po ramieniu.
- Mój największy sekret? - udawałam, że myślę. - Kocham cię od kiedy cię pierwszy raz ujrzałam i nadal tak jest. - wyznałam.
- Tini, ja też cię kocham. Jesteś cudowna, śliczna i taka urocza. Czekałem na moment, kiedy będę mógł to powiedzieć bardzo długo. Kocham cię. - powtórzył.
Uśmiechnęłam się i mocno się do niego przytuliłam.
- Zostaniesz moją dziewczyną? - zapytał.
- Tak. - odpowiedziałam bez zawahania.
- Ale tak szczerze? Nie dlatego, że takie było wyzwanie? - upewniał się.
- Mówię szczerze. - uśmiechnęliśmy się.
- Ale kolejne wyzwanie jest takie, żebyś mnie pocałowała.
- Pff... - zaśmiałam się.
Wbiłam się w jego usta i namiętnie go pocałowałam.

Dwa lata później wyjechałam z Jorge na wakacje nad morze. Wynajęliśmy domek na plaży na dwa tygodnie. Od czasu, gdy zostałam dziewczyną Jorge, nadal jesteśmy parą.
Szliśmy wieczorem przy zachodzie słońca brzegiem morza. Byliśmy w strojach kąpielowych. Nasze nagie stopy co jakiś czas zalewała woda. Trzymaliśmy się za ręce i patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, a z naszych twarzy nie znikał uśmiech. Gdy wiatr rozdmuchiwał moje kosmyki włosów, on układał je. Gdy było mi zimno, przytulał mnie. A gdy patrzyłam na zachodzące słońce, szeptał mi do ucha słodkie słówka.
- Kochanie. - musnął moją szyję.
Spojrzałam w jego szmaragdowe oczy. Trzymał mnie za ręce.
- Pamiętasz, jak mówiłem ci, że ostatnie wyzwanie będzie kiedy indziej, ale nie będzie w formie zadania? - zapytał.
Przytaknęłam.
- Chciałem cię poprosić... - zatrzymał się.
Uklęknął na jedno kolanko i wyciągnął z torby plażowej czerwone pudełeczko. Otworzył je i spojrzał na mnie.
- Tini, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Zakryłam usta dłońmi i kiwnęłam głową. Gdy zakładał mi pierścionek na palec, uroniłam kilka łez.
Wstał i złożył na moich ustach czuły i długi pocałunek. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu. Kochałam go odkąd pamiętam. To, że przebywaliśmy ze sobą codziennie, jeszcze bardziej nas złączyło.
Tak właśnie odkryłam swoją miłość.

Witajcie moi kochani! Oj, jak długo mnie tu nie było. Tak... :D Wybaczcie, ale zmieniła mi się nauczycielka od biologii i teraz jedyne czego się uczę to biologia xD No i przez to nie mam zbytnio czasu. A jeśli już go mam to zazwyczaj wolę po szkole iść spać, he ;) Taki ze mnie leń. 
Przybywam do was z moim konkursowym One Shotem! Napisałam go na konkurs u Violetta Vilu, dlatego też go tobie kochana dedykowałam :D Przepraszam, że się tak wypytywałam o te wyniki, ale ja go chciałam już opublikować na blogu :P 
I jak wam się podoba? Ja jestem z niego bardzo zadowolona i sądzę, że to najlepszy One Shot jaki kiedykolwiek napisałam :D
Ale pozostawiam go waszej ocenie :)
Kocham
Niunia <3