12.09.2014

Rozdział 6 - Nie mam zamiaru jej stracić

6 komentarzy:
Rozdział dedykowany Weronice Markowskiej :)
 Miłego czytani ;)
Leon
Nadal nie mogę nic z tego zrozumieć. Myślicie, że to koniec. Koniec z rozdziałem Violetty. Nie, ja nadal ją kocham! Mimo wszystko, ale przecież nie będę żyć z kimś, kto nie jest ze mną szczęśliwy. Zawsze ją kochałem, kocham i będę kochać. Po to się urodziłem, aby dla niej żyć. A może to sprawka Diego. Nie to niemożliwe. Nadal nic nie rozumiem. 
- Leon, ty idioto! Nie dałeś nawet jej dojść do słowa, a teraz masz pretensje! - karciłem się w myśli.
Popatrzyłem na nasze zdjęcie i zszedłem na dół na obiad.

Violetta
Na zakupach, jak to zawsze było fajnie. Przyszłam do domu z czterema torbami. O to jedne z rzeczy zakupionych:
 Poszłam na górę schować rzeczy do szafy, a potem weszłam na Skypa. Na ekranie wyświetliło mi się zaproszenie od Leona Verdasa. Czy ja przypadkiem go już nie miałam w znajomych? No, oczywiście, że akceptowałam i zadzwoniłam do niego przez internet. Odebrał, po czym się rozłączył. Nagle zapipczał mi telefon. Przyszedł esemes od nieznanego numeru.
" Przepraszam cię za dzisiaj w Studiu. Violetta, ja zawszę Cię kochałem i nigdy nie przestanę. Jesteś moim życiem. Zmieniłem numer telefonu. Mam nadzieję, że jeszcze mnie kochasz.
Twój kochany chłopak".
Momentalnie się uśmiechnęłam i odpisałam:
" Też cię kocham misiu. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że znów jesteśmy razem".
Znów mi zapipczało, jednak tym razem była to Fran:
" Kochana, nudzi nam się, więc z organizowałyśmy razem z Cami imprezę u mnie. Zacznie się za pół godziny, będzie też Naty, Fede, Lu, Maxi, Andres, Leon, Brodway i Marco♥. Nie mów nie, bo czekamy..."
Wyszykowałam się i wyszłam. Po 15 min., (bo trochę mam daleko do jej domu) stałam przed drzwiami. Lekko zapukałam, a po chwili otworzyła mi roześmiana Fran i gestem zaprosiła mnie do środka:
- Cześć! - przytuliła mnie Włoszka.
- Hej!
W oddali słychać było już muzykę i bawiących się gości. Weszłam do środka i przywitałam się z wszystkimi.
Wyluzowałam się zaczęłam tańczyć razem z nimi, a gdy poczuliśmy zapach popcornu szybko poszliśmy do kuchni, pytając się gospodyni, co będziemy robić. Wkrótce, gdy na stoliczku przy sofie stał już popcorn, chipsy, żelki, paluszki, soki i cola, rozsiedliśmy się na kanapie i włączyliśmy jakąś komedie pt "Ted". Francescka to jednak, wie co fajne, normalnie boki zrywać. Po półtora godzinnym filmie usiedliśmy na podłodze i zaczęliśmy zabawę w butelkę. Jako pierwsza zakręciłam butelką. Wypadło na Marco.
- No, dobra, wyzwanie. Wyjdź goły na dwór i krzyknij najgłośniej jak potrafisz: "Jestem goły" i zrób kółko w okół domu. - powiedziałam.
- Co? Nie, no Fran, proszę! Uratuj mnie... Pomóż... - błagał.
- Mam ci pomóc się rozebrać??? Chyba nie masz 5 lat, co? - zapytała zaskoczona Fran.
Coś odburknął pod nosem i poszedł do łazienki się rozebrać. Po minucie wyszedł goły na dwór, a my patrzyliśmy na niego z balkonu. Zaczął się drzeć w niebo głosy. Nie wiedziałam, że tak umie. Nagle przyszła sąsiadka, która groziła mu, że zadzwoni na policję.
- Proszę, niech pani nie dzwoni, ale to nie wszystko! - odezwał się Marco i zaczął biec w okół domu.
Gdy skończył, starsza pani poprosiła go, aby podszedł:
- Wiesz która godzina? 23.59 i 7 sek.! - wrzasnęła dając mu kopniaka w czułe miejsce.
- Aaaa.... Nie, nie wiedziałem, że pani taka wysportowana...  - złapał się za obolałe miejsce.
Wrócił do domu, skarcił mnie wzrokiem i poszedł się przebrać. Gdy wyszedł dosiadł się do nas i zaczął kręcić butelką. Wypadło na mnie.
- Ponieważ jesteś dziewczyną, to nie będzie trudne. Pocałuj Leona.
Uśmiechnęłam się do Leona, a on się naburmuszył.
- Co jest, przecież wysłałeś mi esemesa, że mnie kochasz... - szepnęłam i zbliżyłam się do niego, lecz nie pocałowałam go, bo mi przerwał:
- Jakiego esemesa?
- No przecież wysłałeś mi, że wracasz do mnie.
- Ja nic ci nie wysłałem! Violka, brałaś coś, czy co? Bo z tobą coraz gorzej! Najpierw zdradzasz mnie, potem, okłamujesz i zmyślasz nieprawdziwe historie! Co jest?! - krzyczał.
- To nie byłeś ty...? - szepnęłam.
- Nie!
To kto to był? Komu odpisałam? Nie, nie mogę w to wszystko uwierzyć. Myślałam, że już się to wyjaśniło, ale nie, bo się nie da...
- Fran, dziękuję, za zaproszenie, cześć.
Wybiegłam z domu błąkając się po ciemnym parku.

Słoneczka, przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale jestem już po diagnozie z historii. Mam nadzieję, ze rozdział 6 się spodobał, a jeśli tak, to zapraszam do komentowania. Jak widzicie zmieniłam tło i kilka drobnostek. Podoba się? Napisz! Zmieniłam nazwę: Julia Verdas.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

Julia Verdas♥ :* ♥

4.09.2014

Rozdział 5 - Po usłyszeniu sygnału zostaw wiadomość

5 komentarzy:
Na początku chciałam was bardzo przeprosić za to, że tak długo nie było rozdziału, przepraszam!
Zapraszam do czytania!

Violetta
Wybiegłam ze szkoły. Tak jak słyszałam strasznie lało. Pobiegłam na najbliższą ławkę pod dachem od Resto na niej usiadłam. Łokcie położyłam na kolanach, a dłońmi podpierałam czoło. Okolice oczu miałam całe czarne od tuszu do rzęs. Domyślam się, że wyglądam jak sierota. Ale nie mogę się powstrzymać, ciągle myślę o Leonie. Nie uda mi się go odzyskać, po tym co zrobiłam. Nie da się tak. Chciałabym cofnąć czas, znów nie da się. To co się da? Wytłumaczyć też się nie da, po nie dopuści mnie do głosu... Otworzyłam pamiętnik i zaczęłam czytać wszystkie notki:
"Leon, tak ma na imię. Leon, Leon, jakie ładne imię. Violka! Zakochałam się... Nie, nie to nie możliwe."
Uśmiechnęłam się. Potem były pierwsze randki, pocałunki... Gdybym mogła do tego wrócić. Wstałam i ruszyłam w stronę domu. W pewnym momencie zobaczyłam szatyna. Tak, to Leon! Niepewnie podeszłam do niego.
- Czeeść... Mogę wytłumaczyć ci wszystko, od początku, bo to nie tak...
- Chce, żebyś była szczęśliwa. Skoro ze mną nie jesteś, to nie będę się narzucać. - odpowiedział.
- A, co jeśli szczęśliwa jestem z tobą?
- Proszę, nie wracajmy do tego, ok? - powiedział i odszedł.
Wkrótce znalazłam się przed domem. Przetarłam nawilżoną chusteczką oczy i nacisnęłam klamkę. Zobaczyłam moja mamę schodzącą po schodach.
- Jesteś sama? - zapytałam.
- Tak, a co?
Nic nie odpowiedziałam, tylko się do niej przytuliłam. Mama głaszcząc moją czuprynę zaczęła się wypytywać, o co chodzi. Wszystko wytłumaczyłam, a ona mnie pocieszała, ale co z tego? Zawsze tak jest: - Będzie dobrze, nie martw się. Echh. Po jakimś czasie zaproponowała zakupy. Ucieszyłam się. W końcu mama się zna, a ja lubię się stroić. Geny... Od razu poprawiło mi to humor. Zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć. Oby to był Leoś, żeby wybaczył, lecz niestety tak jak mówiłam. To nie jest takie łatwe. Za drzwiami stał Maxi i Andres.
- Słyszeliśmy, że zdradzasz Leona! - krzyknął Maxi.
- Wcale nie... - zaprotestowałam.
- Pocałowałaś Diego! - wtrącił się drugi podnosząc brwi.
- Chłopaki, to nie wasza sprawa. Przepraszam. - zamknęłam drzwi.
 Zdenerwowana poszłam się przebrać i poprawić, zrobić makijaż. Wyszłam z mamą do Centrum handlowego i na szczęście o wszystkim zapomniałam.
Rozdział 5 w waszych rączkach! Jej...! Krótki... Bu... Mi się nie podoba. A wam? Proszę o komy!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ !!!!!!!!