Na początku chciałam wam bardzo podziękować za tyle komentarzy, a dokładnie to 6 nie licząc moich odpowiedzi, bo staram się na wszystkie odpowiadać. :)
Dziękuję, zapraszam do czytania i komentowania!
Violetta
~~ Sen ~~
Spojrzałam na zegarek stojący na biurku: 13.22. Mam jeszcze godzinę do wyjścia na tor. Mój chłopak - Leon ma dzisiaj tam zawody. Trzymam kciuki za niego, chcę, aby wygrał - to normalne. Wyjrzałam za okno. Piękna pogoda, słońce świeci, niebo bez chmur. Postanowiłam, że wcześniej wyjdę. Tak, więc umalowałam się, ubrałam biały bez rękawek, różowe, kwieciste legginsy i wyszłam. Szłam w stronę toru. Gdy już tam byłam, stanęłam przy barierkach i zaczęłam wzrokiem szukać Leona. Po pewnym czasie zobaczyłam go siedzącego na motorze tyłem do kierownicy. Całował jakąś dziewczynę siedzącą na przeciwko niego. Zasłoniłam twarz dłońmi i poleciały mi łzy. Byłam głupia. Jak mogłam myśleć, że mnie kocha. Tyle razy dawałam mu szansę. Po co? Po to by znów nie okłamywał? Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za ramiona.
- To Lara - powiedział.
Odwróciłam się w jego stronę. Był to Diego. A kto inny? Przecież to on mnie ciągle prześladuje.
- Ni obchodzi mnie kto to, ważne, że to nie ja jestem na jej miejscu. To ja tam powinnam być: na tym motorze przy nim i w jego sercu, ale widocznie tak nie jest. A ty mógłbyś iść, bo nie jesteś mi tu potrzebny, ok? - krzyczałam.
- Dobra, spoko, ale pamiętaj. Nie odpuszczę tak łatwo, jeszcze będziesz żałować, że nie jesteś ze mną.
Jeszcze tego mi brakowało. Ten dzień miał być wygrany dla Leona, a nawet dla mnie jest przegrany. Leon mnie w końcu zauważył. Zszedł z motoru, miał do mnie podejść, ale ja uciekłam. Skoro ja z nim przegrałam, to on też ze mną przegra. Gdy już byłam od niego daleko, zwolniłam. W pewnym momencie, zobaczyłam Francesckę.
- Cześć Vilu!
- Cześć...
- Co się stało? - stanęła przy mnie.
- Nie mam ochoty nic mówić... - zaczęłam iść, ale zablokowała mi drogę.
- Nigdzie nie pójdziesz, mów.
- Fran! Puść mnie! - krzyknęłam.
Puściła mnie, a ja pobiegłam do restauracji zjeść obiad. Trochę za ostro ją potraktowałam.
Wróciłam do domu po 16. Usiadłam na łóżku i zaczęłam pisać w pamiętniku. Potem poszłam pod prysznic i położyłam się spać. W nocy poczułam, jakby ktoś mnie głaskał po głowie. Gwałtownie się obudziłam. Nie był to nikt inny, jak Diego.
Zaczęłam się odsuwać od niego, aż w końcu wstałam i zapaliłam światło. Odetchnęłam, ale nadal cała się trzęsłam.
- Kochanie, spokojnie. To ja, Leon.
- Dddiego, to on. - wydusiłam.
Podszedł do mnie i mocno przytulił.
- To tylko sen. - zgasił światło i zaprowadził z powrotem do łóżka. Dał mi buzi w czoło i zasnęłam.
Ludmiła
Dzisiaj Fede zaprosił mnie na imprezę. Och... Już nie mogę się doczekać.
Godzina 16.00. Dobra, zaraz przyjeżdża po mnie Feduś. Zrobiłam ostatnie poprawki w makijażu i fryzurze, po czym usłyszałam dzwonek. Przewiesiłam przez ramię torebkę i otworzyłam drzwi. Federico w garniturze... Takiego jeszcze nie widziałam. Boski...
- Ślicznie wyglądasz, kotku. - powiedział, a ja się momentalnie zarumieniłam.
- Dzięki, ale ty też niczego sobie... - pociągnęłam go za krawat ( nie wiem po co mu) i pocałowałam go namiętnie.
- Idziemy?
- Idziemy - odpowiedziałam.
O matko! Przed domem stała czarna limuzyna. Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił gest. Zawsze chciałam poczuć się jak gwiazda, a on daje mi taką możliwość. Wsiadłam do pojazdu. Siedziałam na skórzanym fotelu!!! Po 15 minutach dojechaliśmy na miejsce. Weszliśmy pod rękę do clubu. Z głośników rozbrzmiała muzyka. Usiedliśmy przy barze i zamówiliśmy drinka.
- Idę potańczyć. - powiedziałam upijając ostatni łyk.
- Zaraz do ciebie dołączę. - odpowiedział.
Wczułam się w muzykę i tańczyłam do jej rytmu. W pewnym momencie podszedł do mnie jakiś chłopak i zaczął mnie podrywać:
- Ładna pupa.
Nie odpowiedziałam.
- Taka samotna... Zatańczysz?
- Nie jestem tutaj sama.
W tym momencie w kroczył Fede.
- Cześć, poznałeś już moja dziewczynę? To świetnie, ale nie podchodź już do niej. Kochanie, idziemy potańczyć?
Kiwnęłam głową i poszliśmy. Tego wieczoru już nikt do mnie nie podchodził, oprócz mojego przystojniaka, który cały czas zamawiał coś w barze. Był taki pijany, że zmusiłam go do wyjścia, do domu. Pościeliłam mu kołdrę na kanapie i kazałam mu tej nocy spać tam, bo nie chcę czuć brzydkiego zapachu wódki z jego buzi, a on chrapie, więc nie bardzo...
Podobał się rozdział? Nie był nudny? Jakoś tak na szybko go pisałam, bo nie mam za bardzo czasu.
Zapraszam do komentowania. Tym więcej komentarzy, tym szybciej rozdział 9. Trochę mało o Leonettcie, lecz dużo o Fedemile.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
Pozdrawiam i całuję
Julia Verdas.
20.09.2014
14.09.2014
Rozdział 7 - Chyba ktoś mnie śledzi
Autor:
Unknown
11 komentarzy:
Violetta
No, tak. Pewnie ma teraz ze mnie niezły ubaw. Myśli, że jestem rozkochującą w sobie chłopaków dziewczyną i z każdym sypiam po kolei. Ale tak nie jest, zawaliłam, nie udało się. Trudno, ale będzie mi ciężko. Poddaje się, bo niby jak mam go przekonać: "Leon, myślałam, że to ty". Zacznie mówić, że zakochana dziewczyna poczułaby, że to nie te usta, inne perfumy. Taki mój los. Życzę mu szczęścia, bo naprawdę na nie zasługuje. Usłyszałam lekkie grzmienie, a na niebie zaczęło robić się jasno. No, nie, jeszcze do tego burza jest mi potrzebna. Gorzej być nie mogło. Do domu nie mam pięciu minut. Szłam powoli, aby na nic nie wpaść. Chyba ktoś mnie śledzi. Od jakiegoś czasu słyszę kroki za mną. Zaczęłam wokół siebie się rozglądać. Nic nie widziałam. Po ciele przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Czuję się źle, nieswojo. Wiem, że nie mam 4 lat, ale zawsze ktoś w takich sytuacjach przy mnie był - gdy byłam mała, mama, a niedawno Leon lub przyjaciele. A teraz jestem sama, samiuteńka z kimś z tyłu. Usłyszałam coraz głośniejsze kroki i coraz szybsze. Włączyłam latarkę w komórce i oświetliłam nią drogę za mną. Nagle ten ktoś na mnie wpadł. Dokładnie mu się przyjrzałam:
- Leon, co ty tu robisz?
- Impreza się skończyła, więc wracam do domu.
- Aha... Skończyła się prze zemnie?
- No tak jakby, a ty czemu jeszcze nie jesteś w domu? Zaraz zacznie padać, a ty idziesz sobie spacerkiem.
- Bo mnie wystraszyłeś i nie lubię burzy.
- Tak, to akurat wiem. - przyznał mi rację. - Dlatego cię odprowadzę.
- Dziękuję.
Szliśmy w ciszy, gdyż to niezręczna sytuacja. Nie chciałam poruszać tamtego tematu, bo i tak poświęcił się i mnie teraz odprowadza. No i wykrakał ten deszcz.
- Będę cała mokra. - pomyślałam.
A on jakby czytał mi w myślach, zdjął swoją bluzę, okrył i objął mnie ręką. Teraz czuję się bezpiecznie, znajome perfumy... Kiedyś miałam tak codziennie. On jest dobrym człowiekiem. Mimo tego, że mnie nie kocha nie chce, żeby jego dawna miłość zmarzła. To słodkie.
- Dziękuję.
- Nie dziękuj. - odpowiedział.
Po ok. pół minuty później powiedziałam:
- Przepraszam za to u Francescki.
- Ja też przepraszam za tą reakcję.
- Miałeś prawo.
Nie odpowiedział, bo byliśmy już przed moim domem. Pożegnaliśmy się i weszłam do domu, a on poszedł.
Leon
Nie zrobiłem dużo kroków, gdyż zaczęło tak lać, że nie dało się iść. Zawróciłem i zapukałem. Otworzyła mi Violetta.
- Czy mógłbym przenocować? - zapytałem, a ona wyjrzała przez drzwi patrząc jak pada.
- Tak, oczywiście. Tylko, że nie wiem, gdzie możesz spać, bo wolne jest obok mnie w łóżku, a przecież my... Znaczy ja i ty to przeszłość. - zrobiła smutną minę.
Westchnąłem i niechętnie się zgodziłem. Wszedłem, przywitałem się z wszystkimi,a German jak się dowiedział, gdzie będę spać, zaczął nas ostrzegać:
- Tylko wiecie, macie tego nie robić... Rozumiecie??? Bo jak nie... - przerwała mu jego żona.
- Kochanie, oni mają 19 lat, po za tym, no wiesz. - myślała, że zrozumie. - nie są już razem - szepnęła.
Zasiedliśmy do stołu na kolację. Następnie Vilu dała mi czysty ręcznik i poszedłem pod prysznic. Gdy skończyłem usiadłem na brzegu łóżka i szperałem po internecie. Wkrótce znów wróciłem do łazienki, bo zapomniałem zegarka. W pomieszczeniu zastałem gołą Violę. Momentalnie zakryła się ręcznikiem.
- Yyy... Ja, ja przepraszam... Przyszedłem po zegarek. Już idę...- powiedziałem zamieszany tą całą sytuacją.
Dopiero w pokoju zorientowałem się co zrobiłem i że mam na sobie tylko majtki, bo pidżamy nie miałem przy sobie. Jej tata miał mi ją dać, ale zrezygnowałem. Ale pierwszy raz widziałem ja bez ubrania. Ma piękne ciało... Leon, przestań! Ona jest Diego, nie twoja. A jak on się o tym dowie, to Violka będzie miała kłopoty... Może lepiej pójdę. Po 10 minutach dziewczyna wyszła z łazienki.
- Sorry za ta sytuację. Może ja pójdę, nie chcę, że by twój chłopak się o tym dowiedział.
- Jaki chłopak? Ja nie mam chłopaka. Jedynym, którego kochałam i nadal kocham jesteś ty.
- Przepraszam, że wcześniej nie dałem ci dojść do głosu, ale czy teraz możesz mi wytłumaczyć, co się tam działo?
- No, więc, jak poszedłeś do baru po ten sok dla mnie, to czekałam na ciebie na ławce. Cały czas. Potem zadzwoniła do mnie Fran. Zastanawiałam się, gdzie ty jesteś. Wkrótce poczułam silny ból i zamknęłam oczy, następnie podszedł ktoś do mnie i myślałam, że to ty i go pocałowałam. Jednak to był Diego. No, a później zaczęła się kłótnia. Proszę wybacz mi... Naprawdę nie chciałam..- łzy zaczęły jej spływać po policzkach.
- Przepraszam, bardzo przepraszam. Nie wiedziałem, bo nie dałem ci dojść do głosu. Ale mi tak samo jak tobie było przykro, bo straciłem miłość. Zawsze cię kochałem, kocham i będę kochać do końca swojego życia, choćby nie wiem co. Przepraszam i tak wybaczam ci. - przytuliłem ją mocno, lewe ramię miałem mokre od jej łez. - Nie płacz. Popełniłem błąd i bardzo tego żałuję.
- Kocham cię, bardzo. Dziękuję. Chciałam się już poddać. - odpowiedziała.
- Nigdy się nie poddawaj. Walcz o swoje. Jesteś silną dziewczyną. Wierzę w ciebie. Kocham cię.
- Ja ciebie też. - pocałowałem ją lekko, ale namiętnie.
Znów poczułem smak malinowej szminki na jej ustach. To jest fajne, że jest miłość, która po mimo kłótni do siebie powraca. Wspaniałe uczucie być znów z nią i czuć jej dotyk.Połorzyliśmy sie obok siebie i zasnęlismy wtuleni. Razem.
KONIEC :). Tak się prezentuje rozdział 7. Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem i proszę o następne. Tym więcej komentarzy, tym szybciej rozdział.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
Julia Vedas ♥ :* ♥
No, tak. Pewnie ma teraz ze mnie niezły ubaw. Myśli, że jestem rozkochującą w sobie chłopaków dziewczyną i z każdym sypiam po kolei. Ale tak nie jest, zawaliłam, nie udało się. Trudno, ale będzie mi ciężko. Poddaje się, bo niby jak mam go przekonać: "Leon, myślałam, że to ty". Zacznie mówić, że zakochana dziewczyna poczułaby, że to nie te usta, inne perfumy. Taki mój los. Życzę mu szczęścia, bo naprawdę na nie zasługuje. Usłyszałam lekkie grzmienie, a na niebie zaczęło robić się jasno. No, nie, jeszcze do tego burza jest mi potrzebna. Gorzej być nie mogło. Do domu nie mam pięciu minut. Szłam powoli, aby na nic nie wpaść. Chyba ktoś mnie śledzi. Od jakiegoś czasu słyszę kroki za mną. Zaczęłam wokół siebie się rozglądać. Nic nie widziałam. Po ciele przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Czuję się źle, nieswojo. Wiem, że nie mam 4 lat, ale zawsze ktoś w takich sytuacjach przy mnie był - gdy byłam mała, mama, a niedawno Leon lub przyjaciele. A teraz jestem sama, samiuteńka z kimś z tyłu. Usłyszałam coraz głośniejsze kroki i coraz szybsze. Włączyłam latarkę w komórce i oświetliłam nią drogę za mną. Nagle ten ktoś na mnie wpadł. Dokładnie mu się przyjrzałam:
- Leon, co ty tu robisz?
- Impreza się skończyła, więc wracam do domu.
- Aha... Skończyła się prze zemnie?
- No tak jakby, a ty czemu jeszcze nie jesteś w domu? Zaraz zacznie padać, a ty idziesz sobie spacerkiem.
- Bo mnie wystraszyłeś i nie lubię burzy.
- Tak, to akurat wiem. - przyznał mi rację. - Dlatego cię odprowadzę.
- Dziękuję.
Szliśmy w ciszy, gdyż to niezręczna sytuacja. Nie chciałam poruszać tamtego tematu, bo i tak poświęcił się i mnie teraz odprowadza. No i wykrakał ten deszcz.
- Będę cała mokra. - pomyślałam.
A on jakby czytał mi w myślach, zdjął swoją bluzę, okrył i objął mnie ręką. Teraz czuję się bezpiecznie, znajome perfumy... Kiedyś miałam tak codziennie. On jest dobrym człowiekiem. Mimo tego, że mnie nie kocha nie chce, żeby jego dawna miłość zmarzła. To słodkie.
- Dziękuję.
- Nie dziękuj. - odpowiedział.
Po ok. pół minuty później powiedziałam:
- Przepraszam za to u Francescki.
- Ja też przepraszam za tą reakcję.
- Miałeś prawo.
Nie odpowiedział, bo byliśmy już przed moim domem. Pożegnaliśmy się i weszłam do domu, a on poszedł.
Leon
Nie zrobiłem dużo kroków, gdyż zaczęło tak lać, że nie dało się iść. Zawróciłem i zapukałem. Otworzyła mi Violetta.
- Czy mógłbym przenocować? - zapytałem, a ona wyjrzała przez drzwi patrząc jak pada.
- Tak, oczywiście. Tylko, że nie wiem, gdzie możesz spać, bo wolne jest obok mnie w łóżku, a przecież my... Znaczy ja i ty to przeszłość. - zrobiła smutną minę.
Westchnąłem i niechętnie się zgodziłem. Wszedłem, przywitałem się z wszystkimi,a German jak się dowiedział, gdzie będę spać, zaczął nas ostrzegać:
- Tylko wiecie, macie tego nie robić... Rozumiecie??? Bo jak nie... - przerwała mu jego żona.
- Kochanie, oni mają 19 lat, po za tym, no wiesz. - myślała, że zrozumie. - nie są już razem - szepnęła.
Zasiedliśmy do stołu na kolację. Następnie Vilu dała mi czysty ręcznik i poszedłem pod prysznic. Gdy skończyłem usiadłem na brzegu łóżka i szperałem po internecie. Wkrótce znów wróciłem do łazienki, bo zapomniałem zegarka. W pomieszczeniu zastałem gołą Violę. Momentalnie zakryła się ręcznikiem.
- Yyy... Ja, ja przepraszam... Przyszedłem po zegarek. Już idę...- powiedziałem zamieszany tą całą sytuacją.
Dopiero w pokoju zorientowałem się co zrobiłem i że mam na sobie tylko majtki, bo pidżamy nie miałem przy sobie. Jej tata miał mi ją dać, ale zrezygnowałem. Ale pierwszy raz widziałem ja bez ubrania. Ma piękne ciało... Leon, przestań! Ona jest Diego, nie twoja. A jak on się o tym dowie, to Violka będzie miała kłopoty... Może lepiej pójdę. Po 10 minutach dziewczyna wyszła z łazienki.
- Sorry za ta sytuację. Może ja pójdę, nie chcę, że by twój chłopak się o tym dowiedział.
- Jaki chłopak? Ja nie mam chłopaka. Jedynym, którego kochałam i nadal kocham jesteś ty.
- Przepraszam, że wcześniej nie dałem ci dojść do głosu, ale czy teraz możesz mi wytłumaczyć, co się tam działo?
- No, więc, jak poszedłeś do baru po ten sok dla mnie, to czekałam na ciebie na ławce. Cały czas. Potem zadzwoniła do mnie Fran. Zastanawiałam się, gdzie ty jesteś. Wkrótce poczułam silny ból i zamknęłam oczy, następnie podszedł ktoś do mnie i myślałam, że to ty i go pocałowałam. Jednak to był Diego. No, a później zaczęła się kłótnia. Proszę wybacz mi... Naprawdę nie chciałam..- łzy zaczęły jej spływać po policzkach.
- Przepraszam, bardzo przepraszam. Nie wiedziałem, bo nie dałem ci dojść do głosu. Ale mi tak samo jak tobie było przykro, bo straciłem miłość. Zawsze cię kochałem, kocham i będę kochać do końca swojego życia, choćby nie wiem co. Przepraszam i tak wybaczam ci. - przytuliłem ją mocno, lewe ramię miałem mokre od jej łez. - Nie płacz. Popełniłem błąd i bardzo tego żałuję.
- Kocham cię, bardzo. Dziękuję. Chciałam się już poddać. - odpowiedziała.
- Nigdy się nie poddawaj. Walcz o swoje. Jesteś silną dziewczyną. Wierzę w ciebie. Kocham cię.
- Ja ciebie też. - pocałowałem ją lekko, ale namiętnie.
Znów poczułem smak malinowej szminki na jej ustach. To jest fajne, że jest miłość, która po mimo kłótni do siebie powraca. Wspaniałe uczucie być znów z nią i czuć jej dotyk.Połorzyliśmy sie obok siebie i zasnęlismy wtuleni. Razem.
KONIEC :). Tak się prezentuje rozdział 7. Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem i proszę o następne. Tym więcej komentarzy, tym szybciej rozdział.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
Julia Vedas ♥ :* ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)