12.08.2015

Rozdział 006 - Księżniczko.

19 komentarzy:
28 maja 2015r. (czwartek)


Rozdział dedykuję 
Jasmine Theo, Kerry, Domciaa :D, Blake Blake, Jortini, Jagoda Mackowiak, Karolaaa.

Violetta
Spuściłam głowę.
- To było miłe. - powiedział.
Spojrzałam na niego. Uśmiechał się. Odwzajemniłam gest.
- No, więc jeśli chodzi już o Ludmiłę to mam co do niej plan. Mam na obiad dzisiaj spaghetti. Ona potraktowała ciebie śmietaną, a my ją sosem do spaghetti. Będzie miała piękny makijaż. - zaśmialiśmy się.
- Wchodzę w to! - przybiłam mu piątkę.
- No to co, odprowadzę cię. - zaproponował.
Wyszliśmy razem ze szkoły. Po drodze omawialismy jutrzejszy plan działania ze spaghetti. Śmialiśmy się przy tym i dyskutowaliśmy. Gdy niestety doszliśmy do mojego domu. Tak bardzo nie chciałam się z nim rozstać. Bardzo dobrze jest mi u jego boku. Czuć, że jest, że mnie chroni. Ale muszę.
- Dziękuję. - pomachałam mu ręką i weszłam do domu.
Zjadłam z rodziną obiad i zaczęłam odrabiać lekcje. W pewnym momencie zabuczał mój telefon dając znak, że dostałam wiadomość. Odblokowanie ekran i przeczytałam esemesa.

*Od Leon*
Co robisz?

Uśmiechnęłam się.

*Do Leon*
Właśnie kończę matmę :) A ty?

*Od Leon*
Pakuję do plastikowej miski spaghetti. Razem z makaronem xD

*Do Leon*
Haha xD

*Od Leona*
Oddałem swoją porcję :P

*Do Leon*
Oj, nie musiałeś :(

*Od Leon*
Spoko ;) Przeżyję :D

*Do Leon*
Założysz gg?

Zaczęłam się pakować czekając na odpowiedź. Wybrałam strój na jutrzejszy dzień, czyli różową bluzkę na na krótkich falbaniastych rękawkach i granatową spódniczkę. Do tego czarne balerinki. Zeszłam na dół po jabłko. Spotkałam przy okazji Federico w salonie. Siedział pochylony na kanapie i walił palcami w konsolę.
- Hej. - powiedziałam.
Nie otrzymałam odpowiedzi. Chwyciłam owoc i zaczęłam je obgryzać. Usiadłam obok brata patrząc na ekran telewizora. Grał w Fife 15.
- Cholera! Jaki spalony? Jaki spalony? Co za sędzia. Jezuu. - wrzeszczał.
- I tak zakończył się ekscytujący mecz z przegraną dla FC Barcelony. Dziękujemy państwu. - mówił komentator sportowy w grze.
- Tak, świetnie. - wycedził przez zęby chłopak. - Zakończył by się remisem, ale nie. Szanowny sędzia uznał, że to spalony. - mówił z morderczym  spojrzeniem. Wyłączył grę i odłożył konsolę na półkę.
- Zjedz snicersa, bo jak jesteś głodny to zaczynasz strasznie gwiazdorzyć. - powiedziałam śmiejąc się.
Podeszłam do szafeczki wiszącej nad blatem w kuchni i wyciągnęłam batona. Dałam go chłopakowi, a on szybko go pochłonął. Zaśmiałam się.
- Tak w ogóle. Wy z Leonem się przyjaźnicie? - zapytałam.
- No jasne, Leon to świetny gość! - odpowiedział uradowany.
- Ale wy przecież się nawet nie znaliście.
- Wtedy jak na niego "napadłem" w szkole to zadzwoniłem do niego i go przeprosiłem. A potem ta rozmowa trwała już chyba do północy. - mówił jak gdyby nigdy nic. - Cieszę się, że ty masz z nim dobry kontakt i, że cię cię odprowadza do domu. Przynajmniej wiem, że moja siostrzyczka jest w dobrych rękach. - uśmiechnęłam się.
- No tak, Leon to naprawę fajny chłopak.
Usłyszeliśmy dzwonek dochodzący ze strony stołu. Federico zgarnął telefon i odebrał idąc do swojego pokoju.
- Hej, Jus! Co ta... - jego głos zanikł za ścianami górnego piętra.
Wróciłam do pokoju i spojrzałam na wyświetlacz telefonu.

*Od Leon*
Nie

*Do Leon*
Czemu? :(

*Od Leon*
Bez sensu. Można wysyłać esemesy.

*Do Leon*
Proszę...

*Od Leon*
To podaj mi 3 powody dla których miałbym ustąpić.

*Do Leon*
1. Nic nie płacisz.
2. Nie musisz tyle czekać na odpowiedź i trzymać się w niepewności, czy ci już odpisuję.
3. 













Wysłałam mu zdjęcie.

*Od Leon*
Ej... No okey. Zgoda, już zakładam.

Po chwili dostałam kolejnego esemesa z numerem do jego gadu gadu, zalogowałam się i zaczęłam z nim pisać do późnej nocy.

29 maja 2015r. (piątek) 
Obudziłam się za sprawą budzika. Czułam jakby na moich powiekach leżały ogromne, ciężkie kamienie, które nie pozwalały mi otworzyć oczu. Co się dziwić. W końcu wczoraj do bardzo późna pisałam z Leonem. Cóż, nie mogliśmy przestać. Myślę, że jesteśmy dla siebie stworzeni i przebywanie razem wpływa na nas bardzo dobrze. Przetarłam dłońmi twarz i wstałam wymachując rękoma, co miało znaczyć, że chciałam znaleźć poręcz łóżka. Oparłam się, założyłam szlafrok i podreptałam do łazienki. Przemyłam twarz zimną wodą, wyszczotkowałam zęby i rozczesałam włosy. Następnie wyprostowałam je prostownicą. Zdjęłam blado różowy szlafrok i przewiesiłam go przez prysznic. Następnie zrzuciłam z siebie miętową piżamę i założyłam przygotowane przeze mnie ubranie. Zamaskowałam wory pod oczami i wyszłam z pomieszczenia. Udałam się po schodach do jadalni, gdzie czekał już na mnie brat bliźniak. Przywitałam się i usiadłam obok brata przy stole. Nasmarowałam kanapkę masłem, nałożyłam szynkę i pomidor i zaczęłam jeść popijając gorącą herbatą.
- Gdzie Angie? - zapytałam.
- Musiała iść wcześniej do Studia na jakieś zebranie związane z egzaminami dla nowych uczniów. Swoją drogą, chciałabyś się zapisać do naszej szkoły?
- Bardzo, ale nie mam szans.
Federico uniósł pytająco brwi.
- Rodzice. Oni mi nie pozwolą. Ty miałeś szczęście. - wyjaśniłam i posmutniałam.
- Przecież nie muszą o tym wiedzieć.
- Nie chcę ich okłamywać, a później mieć kłopoty. Trudno, oni już tacy są. Przyzwyczaiłam się już i nie chcę o tym rozmawiać. - odpowiedziałam szybko.
Dokończyłam kanapkę i pocałowałam brata w policzek.
- Pa! - krzyknęłam i wyszłam z domu.
Szybko udałam się do szkoły. Wcześniej niż zwykle, bo musimy przygotować nasz plan z jedzeniem. Tak jak myślałam, przed budynkiem stał już Leon. Pomachałam mu i podbiegłam do niego.
- Heej! - rzuciłam się na niego.
Chłopak wykorzystał okazję. Podniósł mnie i obkręcił wokół własnej osi.
- Cześć księżniczko. - pocałował mnie w policzek.
- Księżniczko? - zapytałam się, gdy mnie puścił.
- Wyglądasz jak księżniczka. Ślicznie ci w prostych włosach. - skomentował.
Poczułam jak się rumienię, ale nie spuściłam głowy. Zatopiłam się w jego błyszczących oczach, które mówiły wszystko.
- W różu także ci ładnie. - zaśmiał się.
- Dziękuję. - posłałam mu delikatny uśmiech i przeszliśmy do omawiania planu.
Leon otworzył plastikowe pudełko, a w nim była cała porcja spaghetti, czyli pomidorowy sos z różnymi przyprawami i mięsem oraz pełno makaronu. Ustaliliśmy, że nie będziemy się rozdzielać, a czekać na Ludmiłę przed głównym wejściem. A dokładnie za rogiem murów szkoły. Nałożyłam jedzenie na dwa papierowe talerzyki, a miskę schowałam do plecaka chłopaka. Przed szkołą robiło się już coraz więcej uczniów, którzy kolejno wchodzili do budynku. Szukałam tylko tej właściwej blondynki, żeby się zemścić. Może nie za wczorajszą śmietanę, bo to akurat było śmieszne, tylko za inne rzeczy, które wywołały u mnie smutek, a nawet przerażenie. Nagle przez bramkę przeszła uśmiechnięta od ucha do ucha Ludmiła ubrana oczywiście cała w panterkę i buty na wysokim obcasie. Także w panterkę.
- Teraz. - szepnął.
Wyszliśmy zza rogu i obrzuciliśmy blondynkę jedzeniem. Rzuciliśmy na ziemię talerzyki, chwyciliśmy plecaki i wbiegliśmy szybko do szkoły. Zatrzymaliśmy się dopiero przy klasie, w której miała odbyć się pierwsza lekcja. Zaczęliśmy się śmiać.
- Jeeej! - krzyknęłam i przybiłam Leonowi piątkę.
- W ogóle nas nie zobaczyła, a jej mina... bezcenna. - ponownie zaczęliśmy się śmiać.



Heyooo, misiaczki 
Co tam? Szczerze? Nudny ten rozdział. Prawdą jest, że nie chciało mi się go kontynuować xP
Moje lenistwo nie zna granic, musicie się do tego przyzwyczaić, bo inaczej nie przetrwacie :P
Nie no, aż tak może źle to nie jest, ale nie wyspałam się. Może dlatego :)
Dziękuję dziewczyny za tyyyyle komentarzy pod poprzednim rozdziałem. To takie kochane 
Nawet nie wiecie jaka jestem wam wdzięczna za to. Tyle radochy mam z tego, jakbym dostała czekoladę po raz pierwszy od kilku lat xD Ale taka prawda :D Jeszcze raz dziękuję 








5.08.2015

Rozdział 005 - Nie potrzebujesz tony tapety, żeby być śliczną.

17 komentarzy:




Rozdział dedykuję wszystkim dziewczynom,
 które skomentowały poprzedni rozdział ;*
Dziękuję, kocham Was <3
27 maja 2015r. (środa)
Violetta

Otworzyłam powoli oczy. Całe otoczenie było rozmazane. Widziałam tylko, że na de mną stoją wszyscy uczestnicy imprezy. Leon klękał przy mnie podtrzymując ręką moją głowę. Stopniowo zaczęłam się przebudzać nie pamiętając do końca co się stało. Wiem, że było duszno i nie mogłam oddychać. Słyszałam swoje imię wypowiedziane przez Leona. A potem urwał mi się film. Musiałam zemdleć. Nagle do domu wpadli ratownicy w pomarańczowych ubraniach.
- Otworzyć okna i podać poszkodowanej wody! - krzyczał jeden z nich.
Mama jubilatki otworzyła wszystkie okna w pomieszczeniu, a sama Katy dała mi szklankę wody. Chwyciłam naczynie. Ręka mi się trzęsła, dlatego kilka kropel cieczy kapnęło na moją sukienkę. Leon pomógł mi usiąść, a ja wypiłam zawartość szklanki. Podszedł do mnie lekarz i zaczął mnie badać.
- Proszę być spokojnym. Nagłe omdlenie spowodowane niedoborem tlenu. Należało by się teraz przewietrzyć, a nawet wrócić już do domu.  - powiedział i wsiadł do karetki.
Przy pomocy chłopaka, który tutaj ze mną jest wstałam i zrobiłam kilka niepewnych kroków w stronę Francesci.
- Jak się czujesz? - zapytała tuląc mnie do siebie.
- W porządku, ale najchętniej to bym się położyła do swojego łóżka. Pójdę już do domu.
Chwyciłam torebkę i otworzyłam drzwi. Już miałam wyjść, gdy zatrzymała mnie zdenerwowana Camila.
- O nie, nie, nie! Sama na pewno nie pójdziesz.
- Cami, przecież trafię, znam to miejsce jak własną kieszeń. - upierałam się.
- Odprowadzę cię. - zaproponowała.
- Ja ją odprowadzę, ty się jeszcze baw, ja i tak muszę już wracać. - powiedział Leon i wyszedł razem ze mną.
Szliśmy w brutalnej ciszy. Jest ciemno, bardzo ciemno. Do tego słychać jedynie szeleszczące od wiatru liście i nasze kroki. Wydaje się, jakby ktoś mnie śledził, a jednak to tylko Leon idący obok mnie. Zatrzymałam się. Znowu kręci mi się w głowie.
- Leon, muszę usiąść. - przechyliłam się do tyłu.
W samą porę chłopak złapał mnie i wziął na ręce. Znalazł najbliższą ławkę i usiadł na niej razem ze mną. Siedziałam u niego na kolanach. Niesamowite. Kręci mi się w głowie - okropne uczucie, ale gdy dzięki temu siedzisz u boku najprzystojniejszego chłopaka w szkole to jest najprzyjemniejsze uczucie jakie można doznać w moim wieku.
- Leon, dlaczego to robisz?- zapytałam po chwili?
- Co? - uniósł pytająco brwi.
- Dlaczego robisz wszystko, żebym była bezpieczna, pomagasz mi?
- Bo jesteś moją przyjaciółką, lubię cię. - uśmiechnął się. - A ty, lubisz mnie?
Nie odpowiedziałam. Zastanawiałam się co powiedzieć. Tak bardzo chciałam wyznać mu swoje prawdziwe uczucia, ale to za trudne dla mnie. Nie umiem i wiem, że przez to nigdy nie uda mi się zyskać chłopaka.
- Tak, nawet bardzo, za bardzo. - odpowiedziałam po chwili ciszy.
- Czyli ty...
- Chodźmy już, dobrze? Robi się zimno. - przerwałam mu.
Ponownie moje serce się zacisnęło i nie pozwoliło się wydostać. Wiem, że Leon chciał dokończyć, że się w nim zakochałam. Ale ja nie mogłam, bałam się jego reakcji. Co jeśli się wystraszy. Przecież to chłopcy zaczynają, nie dziewczyny. Straci poczucie męstwa? Odwróci się i minie to co teraz mam, czyli najlepszego przyjaciela. Tyle, że ja nie potrafię pogodzić się z tym, że łączy nas tylko przyjaźń. Ja czuję coś więcej i tego właśnie potrzebuję. Miłości, wsparcia i troski. Chcę być kochana.
Wkrótce dotarliśmy pod mój dom. Nacisnęłam klamkę, ale to nie zadziałało. Zadzwoniłam domofonem. Otworzył mi Federico.
- Hej, Leon! - krzyknął mój brat i poklepał go w ramię.
- Siema, Fede! - przybili piątkę.
Stałam jak wryta. Po pierwsze: Oni zachowują się jakby znali się od lat. Po drugie: Fede wgóle mnie nie zobaczył. jestem aż taka niska?
- Przyprowadziłem Violettę, zemdlała na imprezie. - Leon przytulił mnie.
- Okey, dzięki stary.
Weszłam z bratem do domu. Wytłumaczyłam cioci i bratu co zaszło na urodzinach, a następnie poszłam spać.

Następnego dnia jak zwykle obudził mnie budzik o 6:30. Zakryłam głowę kołdrą i wtuliłam się w ciepłą poduszkę. Zaczęłam przypominać sobie sytuację z wczorajszego dnia. Zrozumiałam tak naprawdę, że Leon się o mnie troszczy. Cały czas siedział przy mnie i czekał aż się wybudzę. Potem, aby chronić moje bezpieczeństwo odprowadził mnie pod sam dom i przytulił. Tylko oczywiście nie pozwoliłam mu dokończyć zdania, które tak bardzo dużo dla mnie znaczy. Dlaczego tego nie potrafię? Chciałabym być pewniejsza siebie, silniejsza. Dzisiaj mu to powiem, dam radę. Violetta, powiesz mu to, musisz. Inaczej koniec. Teraz albo nigdy. Wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki wykonać poranne czynności, a następnie zeszłam na śniadanie. Potem spakowałam plecak i wyszłam z domu. Gdy przekroczyłam teren mojego domu ujrzałam Leona stojącego przy bramie.
- Leon? Co ty tu robisz? - zapytałam zszokowana.
- Czekam na ciebie. - uśmiechnął się.
- Ale... Nieważne. - podszedł do mnie i razem ruszyliśmy do szkoły.
- Dziękuję ci za wczoraj, tak bardzo ci dziękuję, że byłeś wtedy przy mnie. To bardzo miłe z twojej strony i nigdy tego nie zapomnę.
- Nie ma za co. - rzuciłam mu się na szyję.
Objął mnie lekko, a ja wtuliłam twarz w jego ramię.
Po kilku sekundach oderwaliśmy się od siebie. Popatrzyliśmy na siebie. Byliśmy szczęśliwi, zadowoleni. Na naszych twarzach widniał szczery uśmiech, który mówi wszystko. Dalszą drogę spędziliśmy śmiejąc się i rozmawiając. Rozpoczęły się lekcje. Na dzisiejszych przerwach praktycznie cały czas rozmawiałam z Leonem. Takiego przyjaciela to nawet w snach nie miałam. Po polskim przybiegł do mnie zdyszany chłopak i zaciągnął do kąta na korytarzu.
- Słyszałem rozmowę Ludmiły i Naty. Mają plan związany z tobą.
- No mów!
- Dziewczyny chcą wyjść po lekcjach przed szkołę, a gdy będziesz wychodzić obrzucą cię śmietaną. Dlatego razem ze mną wyjdziesz tylnym wyjściem, okey? - powiedział szybko i wyraźnie.
- Jasne, dzięki. - uśmiechnęliśmy się i poszliśmy w swoje strony. Po wszystkich zajęciach udałam się na parter i poczekałam na chłopaka. Niedługo po tym przyszedł i skierowaliśmy się ku tylnemu wyjściu. Spokojni, że nic nam nie grozi wyszliśmy ze szkoły. I w pewnym momencie oberwałam w twarz czymś białym. Po lekkim zapachu i gęstości poczułam, że to bita śmietana. Świetnie. Wyglądam pewnie teraz jak idiotka, ale cóż. Wybuchnęłam śmiechem.
- Leon, gdzie jesteś? - zapytałam machając rękoma.
- Tutaj. - dotknął moich rak.
Starł palcami z moich oczu śmietanę i ją zjadł. Śmialiśmy się z siebie.
- Kto to był? - zapytałam.
- Naty. - odpowiedział. - Pewnie się rozdzieliły. Chodź do łazienki. - zaproponował.
Pobiegliśmy śmiejąc się jak wariaci do toalety. Weszłam sama i zmyłam z twarzy śmietanę po czym wytarłam ją chusteczkami.
Po kilku minutach wróciłam znów na korytarz. Leon na mój widok zaczął się śmiać.
- Co? Mam jeszcze śmietanę? - wróciłam do łazienki i zaczęłam przyglądać się w lustrze,
- Nie, tylko przypomniała mi się tamten moment! - krzyknął.
Wybuchnęliśmy oboje śmiechem.
- No, w przeciwieństwie do Ludmiły nie nakładam na siebie makijażu. W takiej sytuacji wszystko by mi się zmyło. - powiedziałam zadowolona z siebie.
- I nie wzoruj się na Ludmile, bo nie potrzebujesz tony tapety, żeby być śliczną. Już nią jesteś. - powiedział słodko pokazując dołeczki.
Wspięłam się na palcach i pocałowałam go lekko w policzek. Poczułam jak się rumienię.
- Dziękuję.

A więc tak przedstawia się piąteczka :)
Zauważyliście pewnie, że rozdziały są krótsze niż zwykle,
 ale wstawiam je częściej i chyba bardziej mi to odpowiada ;)
Dziękuję kochane za komentarze, 
naprawdę sprawiają ogromnego banana na mojej twarzy :D
Anonimki kochane, proszę się podpisywać,
 bo choć już Was trochę rozróżniam to wolę, abyście się podpisały ;)
Kocham <3