1 czerwca 2015r. (poniedziałek)
Nie mogłam na to patrzeć. Ta małpa wykorzysta każdy moment, aby mieć Leona dla siebie. Nigdy. Musiałam coś, wymyślić, aby odwrócić jej uwagę od chłopaka.
- Lucy! Ciocia cię woła. - wrzasnęłam udając, że nic nie widziałam.
Popatrzyłam się na nią. Szła do mnie stawiając ciężkie kroki. Wpuściłam wkurzona kuznke do domu i zamknęłam za nią ogromne drzwi.
- Odwal się żmijo od Leona! Zostaw mnie i jego w spokoju!
- Ja... ja pytałam sie go o lekcje. To nic takiego. - zmieszała się.
- Równie dobrze mogłaś do mnie przyjść. Ale nie, przecież trzeba wykorzystać każdy moment z Leonem. Sorry, ale to ci się nie uda.
- To moje życie i nie masz prawa o nim decydować! - krzyknęła robiąc się na twarzy cała czerwona. Zmroziła mnie wzrokiem i burknęła coś pod nosem. Po chwili zostałam w salonie całkiem sama. Wyjrzałam za okno. Westchnęłam nie widząc żadnego śladu po Leonie. Przejechałam ręką po białym parapecie i weszłam po schodach do swojego pokoju. Nie miałam już na nic siły.
"Mój koszmar powraca. Chyba wolałam, gdy Leon był we mnie zakochany i starał się zwrócić na mnie uwagę...". Zakończyłam wpis w pamiętniku. Odłożyłam fioletowy notatnik i z trudem udałam się do łazienki. Rozebrałam się, a dzisiejsze ubranie wrzuciłam do wiklinowego kosza na brudne rzeczy. Przekręciłam kurek z wodą, aby się nagrzała. Gdy była już dobrej temperatury, weszłam do prysznica i zamknęłam za sobą drzwiczki. Polałam swoje ciało ciepłą wodą. Przymknęłam lekko oczy rozluźniając się. Namydliłam się, po czym spłukałam pianę. Zamknęłam kurek i szybko okryłam się beżowym ręcznikiem. Wyszłam z kabiny, co spowodowało zimny dreszcz przechodzący przez długość moich pleców - było mi zimno. Wzdrygnęłam się.Wytarłam się i założyłam przyszykowaną już piżamkę Związałam włosy w luźną kitkę i wyszczotkowałam zęby miętową pastą. Wypłukałam buzię i rozczesałam włosy. Zrobiłam z nich warkocza. Założyłam grube, czarne skarpety i wyszłam z pomieszczenia. Weszłam do swojego różowego pokoju i podeszłam do biurka, z którego zrzuciłam wszystkie książki do plecaka. Zdjęłam z łóżka narzutę i przewiesiłam ją przez krzesło. Weszłam pod kołdrę i sięgnęłam ręką w kierunku małej szafeczki nocnej chcąc znaleźć swojego Iphona.
- Fuck. Został w łazience. - szepnęłam opadając na poduszkę.
Jęknęłam i niechętnie wstałam z wygodnego mebla. Wyszłam na korytarz i powróciłam do łazienki. Paliło się w niej światło.
"Czyżbym nie zgasiła?" - przemknęło mi przez myśl. Nacisnęłam na klamkę i zobaczyłam Lucy, która gdy mnie spostrzegła szybko zasłoniła swoje nagie ciało ręcznikiem. Zaśmiałam się niedosłyszalnie.
- Violetta! Co ty robisz idiotko?! - wrzasnęła marszcząc brwi.
- Ojej, a po co jest ten zamek w drzwiach?
Przewróciła oczami i odwróciła się do mnie tyłem.
- Spokojnie, ja tez jestem dziewczyną. Przyszłam po telefon. Już wychodzę. - zgarnęłam z blatu telefon i dodałam - A, i ciesz się, że nie wszedł tu Federico.
Szybko wymknęłam się z łazienki nie chcąc być zamordowana przez swoją kuzynkę. Słysząc dźwięk zamykanych drzwi na klucz uśmiechnęłam się do siebie. Weszłam do pokoju i położyłam się do łóżka. Zgasiłam lampkę i włączyłam telefon, aby nastawić budzik na wczesną godzinę.
Weszłam na Instagrama i zaczęłam przeglądać zdjęcia swoich znajomych. Zatrzymałam się na profilu Francesci. Bardzo zainteresowało mnie jedno zdjęcie. Była na nim Lucy przytulająca się do Fran. Obie uśmiechnięte, obejmujące się rękoma, stykają się głowami. Ale to nie wszystko. Podpis najlepszy: "Przyjaciółka. Najukochańsza <3". Lucy skomentowała: "Sisters <3". Tego było za wiele. Nigdy bym nie pomyślała, że Francesca może się posunąć do takiego stopnia. Zdradziła mnie. Nie wierzę. Czuję się okropnie. Oszukana, okłamana, wykorzystana. Byłam na chwilę. Była ze mną od początku w najgorszych chwilach. Kiedy w moim życiu pojawił się Leon i miałam u niego schronienie, ona mnie zostawiła. Czym zawiniłam? Poświęciłam jej mniej czasu? Kiedy? Spędzałam z nią każdą możliwą chwilę nie chcąc by czuła się odrzucona. A ona? Tylko pojawiła się nowa osoba w klasie to musi ją sobie wziąć po skrzydełka, tak? Na tym polega ta gra? No to świetnie. Lucy zmieniła się. Ma podły charakter. Co oznacza tylko jedno: ona zmieni Francescę tak, że będą obie najpopularniejsze w szkole. Brunetka się ode mnie odwróci i zostawi mnie samą. A nie daj Boże Leon mnie zostawi... Wtedy... Już nawet nie chcę myśleć o najgorszym. Moje życie się posypie. Znowu wróci ta sama Violetta - szara myszka skryta w sobie.
Następnego dnia czułam się okropnie. Całą noc przepłakałam. Przez te siedem godzin nawet ta poduszka nie zdążyła wyschnąć. Moje oczy są czerwone, a pod nimi wory, zaś włosy w ogromnym nieładzie. Wyglądam potwornie. Nawet makijaż, którego nie robię wcale nie pomoże. Najchętniej nie poszłabym do szkoły, ale wtedy Angie powie o tym moim rodzicom, a ci od razu przyjadą tu i zrobią mi lekcję na temat wagarów. Jeśli chodzi o szkołę to lepiej cioci nie podpadać. Wolę się dzisiaj z nikim nie spotkać twarzą w twarz. Nawet z Leonem. Przytulas, całus, czy nawet jego widok nie pomoże złamanemu sercu, w którym miałam Francescę. Wyminęłam przechodzącą Lucy przez korytarz i weszłam do kuchni. Wyjęłam z szafki miskę i nalałam do niej mleka, które wcześniej zostało podgrzane w garnuszku. Dosypałam miodowych płatków i usiadłam przy stole. Wzięłam do ręki łyżkę i zaczęłam jeść. Po chwili dołączyła do mnie Lucy, która usiadła na przeciwko mnie na drugim końcu długiego stołu. Jadłyśmy w ciszy. Co parę sekund zerkałam szatynkę, ale ona była wpatrzona w swoją miskę. Po paru minutach wstała i spojrzała na mnie.
- Makijaż? Tobie nie pasuje. - zaśmiała się i zniknęła mi z oczu.
Mój morderczy wzrok powędrował w miejsce, gdzie przed chwilą stałą dziewczyna. Westchnęłam ciężko i poszłam śladami szatynki. Ubrałam buty, założyłam plecak i otworzyłam drzwi. Usłyszałam jak ktoś odskakuje. Ujrzałam przed sobą Leona. Wymusiłam uśmiech. Rozłożył ręce co miało znaczyć "choć do mnie". Popatrzyłam na niego jakbym nie rozumiała tego, co chciał mi w tej chwili przekazać. Jego twarz tak jakby posmutniała. Nie mogłam określić jego stanu. Podszedł do mnie i przytulił. Innym by to mogło, ale w tym momencie nic nie czułam. Byłam tylko zła, a może przygnębiona? Gdy mnie puścił, spuściłam wzrok. Zostawiłam go samego kilka kroków dalej. Odwróciłam się. On także na mnie patrzył. Nie zważałam na to co sobie myśli - po prostu odeszłam. Do tego ta pogoda. Pochmurnie, zbiera się na burzę. Jak zacznie teraz padać to nie dojdę do tej szkoły. W dwojakim znaczeniu. Wybrałam się dłuższą drogą - między blokami, aby zgubić chłopaka. Jedyne na co mam dzisiaj ochotę to położyć się do łóżka i iść spać. W szkole weszłam do szatni zostawiając w niej buty. Zmieniłam na inne i ruszyłam na pierwszą lekcję. Weszłam spóźniona do klasy. Zwróciła uwagę nauczycielki i wszystkich uczniów. No tak, przecież Violetta nigdy się nie spóźnia. Mam dość. Wszyscy mówią o mnie jako ta kujonka. Rozglądnęłam się po sali. Obok Leona było zajęte miejsce przez Diego, a Francesca siedziała z Lucy. Internet nie kłamie. I gdzie do cholery mam teraz usiąść? Jest nas w klasie trzydziestu. Gdzieś przecież musi być wolne miejsce. Po chwili rzuciło mi się w oczy wolne krzesełko obok... Michaela? Naprawdę? Muszę być aż tak bardzo skrzywdzona przez los? Nie, proszę. Zlitujcie się.
- Violetta. Usiądź proszę obok kolegi. - powiedziała kobieta.
Przekręciłam teatralnie oczami i usiadłam w wyznaczone miejsce. Spojrzałam na chłopaka, który się do mnie uśmiechnął. Miałam ochotę w tym momencie rzygnąć. Przetłuszczone włosy, pryszcze dosłownie na całej twarzy, okulary... w sumie pasowały do jego obrzydliwego stylu. Proszę, niech ta lekcja minie szybko.
Hej! Chyba rozdział nie jest taki zły, prawda? :)
Czyżby Violetta przechodziła bunt nastolatka? xD
Mam nadzieję, że się podobało :D
Z niecierpliwością czekam na wasze opinie :)
Kocham <3
Niunia

