Violetta
- Vilu, popatrz na mnie! Jak wyglądam w tej sukience? - zawołała rozbawiona Francesca.
Po moich policzkach spływały łzy. Lekko odwróciłam głowę w jej stronę i zaszklonymi oczami spojrzałam na przyjaciółkę.
- Violu, ty płaczesz? - zapytała Camila.
Spuściłam głowę. Dziewczyny od razu usiadły obok mnie i mnie przytuliły, nie wiedząc nawet o co chodzi. Podałam im telefon. Uważnie czytały, a ja nie mogłam w to uwierzyć. Tak ciężko było mi na sercu.
- Co? Przecież to jakieś żarty! - krzyknęła Francesca.
Pokręciłam przecząco głową
- Ja... ja wiedziałam, że kiedyś to nadejdzie. Ale... - łkałam, nie mogąc dokończyć.
- Violetta, on cię kocha. To nie możliwe, żeby w przeciągu zaledwie dwóch tygodni się w tobie odkochał. - wyjaśniała Fran.
- Chyba, że nie kochał jej szczerze. To wtedy jest to możliwe. - wywnioskowała Camila, którą włoszka od razu uciszyła.
- Udawał? Byłam dla niego pierwszą lepszą? - pociągnęłam nosem ponownie zalewając się łzami.
- Gdybym wiedziała, to na pewno bym ci o tym powiedziała. Niestety żadna z nas o tym nie wiedziała, kochana. - Francesca pogłaskała mnie po plecach.
W pewnym momencie uchyliły się drzwi od mojego pokoju.
- Dziewczyny, nie chcę nic mówić, ale za dwadzieścia pięć minut macie apel. - przypomniał Federico i wyszedł.
- Nie idę. - wymamrotałam.
- Violetta, musisz iść. Wszyscy będą się denerwować. Odgrywasz ważną rolę. - zaprotestowała Cami.
- Nie dam rady spojrzeć w oczy Leona. - powiedziałam.
- Kochana, musisz z nami iść i koniec. To tylko pięć minut. Poradzisz sobie. Jak będziesz nas potrzebowała, przecież będziemy tam z tobą, tak? - wspierała mnie włoszka.
- A teraz zetrzyj łzy i idziemy.
Wzięłam chusteczkę i wytarłam mokre policzki. Dziewczyny jeszcze poprawiły mi makijaż i wyszłyśmy z domu. Podczas drogi modliłam się tylko, żeby nie spotkać Leona. Boli mnie to, że mnie oszukał. Gdy byłyśmy już w szkole od razu udałyśmy się do łazienki, by przyjrzeć się w lustrze.
- Gdzie jest Violetta! - krzyknęła Ludmiła wpadając do łazienki. - Wszyscy na ciebie czekają! - spojrzała na mnie.
Przełknęłam ślinę na myśl, że zaraz zobaczę Leona. Zostawiłam dziewczyny i poszłam za Ludmi na halę, gdzie odbywały się wszystkie uroczystości.
- Violetta, przygotuj się do występu. Zaraz wchodzicie. - oznajmiła nauczycielka.
Niespodziewanie pojawił się przy mnie Leon. Miałam zimne ręce. Z nerwów bolał mnie brzuch i głowa. Nie dam rady.
- Cześć, skarbie. - chłopak pocałował mnie w policzek.
- Nie dotykaj mnie. - powiedziałam oschle i odeszłam kilka kroków w przód.
- Violetta.
- Zostaw mnie, rozumiesz? - powiedziałam patrząc przed siebie.
Stałam tak kilka minut, a Leon się do mnie ani razu nie zbliżył. Z jednej strony chciałam, żeby był ode mnie z dala, ale z drugiej, bolało mnie to. Na sygnał nauczycielki, weszłam na scenę.
- Patrzcie na siebie. - przypomniała kobieta.
Westchnęłam, wiedząc, że tego nie zrobię. Usiadłam przy pianie i tak, jak było na próbie zaczęliśmy wykonywać naszą piosenkę. Ani razu nasz wzrok się nie spotkał. A gdy tańczyliśmy, starałam się na niego nie patrzeć. Na koniec Leon musnął moje usta, a ja od razu się odsunęłam, ukłoniłam się do publiczności i jak najszybciej zbiegłam ze sceny.
- Violetta, nie dałaś z siebie wszystkiego. Bardzo sztucznie to wyszło. - skomentowała nauczycielka.
Nic nie odpowiedziałam. Wybiegłam na na korytarz. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w łazience. Czułam, że zaraz zaleję się łzami.
- Violetta! - usłyszałam głos Leona.
Przyśpieszyłam, ale on był szybszy. Złapał mnie za nadgarstek, zatrzymał i odwrócił mnie w jego stronę. Spuściłam wzrok na podłogę.
- O co chodzi? Czemu unikasz mnie na wszystkie sposoby? - zapytał.
- O co mi chodzi? Chyba sobie żartujesz! - spojrzałam na niego wzrokiem pełnym żalu i nienawiści. - - Jak długo chciałeś mnie oszukiwać?! Tydzień, dwa, a może miesiąc? Taki miałeś plan? Tak? Wziąć i zostawić! - krzyczałam.
- To nie tak... Miałem ci powiedzieć. - wyjaśniał.
- To koniec. - szepnęłam.
Wtedy Francesca złapała mnie za ramię i pociągnęła do tyłu. Wbiegłam zapłakana do łazienki. Usłyszałam tylko, jak włoszka nazywa Leona dupkiem. Zaraz potem znalazła się obok mnie i mocno mnie przytuliła widząc, że się trzęsę. Nie mogłam już wytrzymać - zaczęłam płakać.
- On... przyznał, że chciał mi to powiedzieć. On naprawdę mnie nie kocha. - łkałam.
Nie odpowiedziała, tylko mocniej mnie przytuliła.
Po odebraniu świadectwa, byliśmy wolni. Miałam wysoką średnią, ponad 5.0. Cieszyłam się z tego. Ciężko pracowałam przez cały rok, więc myślę, że należą mi się te wakacje. Podziękowałam wszystkim nauczycielom tradycyjnie dając im kwiatka, życzyłam wszystkim przyjaciołom udanych wakacji i wróciłam do domu. Starałam się zachować dobry humor. Po co zaprzątac sobie głowę problemami na wakacje? Ale i tak, w głębi serca czuję ból i żal do.. Nie ważne.
- Hej, Vilu! - krzyknął Diego.
- Dawno się nie widzieliśmy, co? - zaśmiałam się. - Ale w sumie nie było czasu pogadać. - przyznałam.
- Odczytałaś smsa? - zapytał.
- Tak... Czemu mi to wysłałeś?
- Chciałem, żebyś wiedziała. Sam chyba by ci tak prędko o tym nie powiedział, a wspominał mi to już kiedyś. - powiedział ze współczuciem w głosie. - Przykro mi. - przytulił mnie.- Dziękuję, że mi to wysłałeś. Przynajmniej wiem, na czym stoję. - uśmiechnęłam się. - Wejdziesz do domu? - zapytałam.
- Jasne. - odpowiedział i wszedł za mną przez drzwi wejściowe.
- Jest ktoś w domu? - spytał.
- Nie, tata jest w pracy. Niestety nie mógł przyjść na występ. A ciocia i Federico są jeszcze w Studio. - powiedziałam nalewając nam soku.
Podałam mu szklankę.
- Zaraz do ciebie wrócę, tylko się przebiorę w coś wygodniejszego. - oznajmiłam, na co chłopak kiwnął głową.
Poszłam szybko do pokoju przebrałam się w krótkie spodenki i białą bluzkę z kołnierzykiem.
Gotowa zeszłam na dół, wzięłam swoją szklankę i usiadłam obok Diego na kanapie.
- To co robimy? - zapytałam upijając łyk soku.
- Nie wiem. Na film nie mam zbytnio ochoty... - rozmyślał.
- Chodźmy spać. - zaśmiałam się.
- Najlepiej. - uśmiechnął się. - A może zrobimy twojej cioci niespodziankę i zrobimy razem obiad. Co ty na to? - zapytał.
Wyprostowałam się.
- Świetny pomysł, Diego! Aaa! Zróbmy pizzę! Proszę. - cieszyłam się.
- Okey. - odpowiedział rozbawiony.
- Zrobimy największą i najpyszniejszą pizzę na świecie, okey?
- Z tą największą to bym tak nie przesadzał. - zaśmiał się. - To chodźmy kupić potrzebne produkty. - powiedział.
Wstałam z kanapy i pokierowałam się do drzwi. Założyłam buty, wzięłam pieniądze i zawiesiłam sobie torebkę na ramieniu. Pociągnęłam Diego za rękę i wyszliśmy z domu. Kupiliśmy wszystko, co było nam potrzebne i wróciliśmy z powrotem do domu. Rozpakowałam zakupy i umyłam w zlewie ręce.
- Musimy się pośpieszyć. Mamy mało czasu, pewnie niedługo wrócą. - powiedziałam.
Kiwnął głową i tak jak ja, zabrał się do roboty. Zamiast robić ciasto do pizzy, my rzucaliśmy się mąką. Dopiero, gdy włożyliśmy pizzę do piekarnika, zobaczyliśmy, że cała podłoga jest biała.
- Trzeba do posprzątać. - powiedziała,
Wyciągnęłam ze schowka szczotkę i razem udało nam się posprzątać bałagan. Po kilku minutach Diego wyciągnął gorąca pizzę.
- Mmm... jak pięknie pachnie. - przymknęłam oczy wąchając ją.
- A jak wygląda. - dodał Diego.
- Jestem z nas dumna. - zaśmiałam się.
Po chwili do domu weszła ciocia i Federico.
- Hej! - krzyknęłam.
- Cześć, Violu! - odpowiedzieli.
- Ciociu, Fede, to mój przyjaciel Diego. Diego to moja ciocia Angie i brat Federico. - zapoznałam wszystkich ze sobą. - Postanowiliśmy zrobić wam niespodziankę i upiekliśmy pizzę.
- Oo, kochani jesteście. Oszczędziliście mi pracy. Męczące jest być w roli nauczyciela na zakończeniu roku szkolnego. - powiedziała uśmiechnięta.
Gdy Fede i Angie się rozbierali, ja i Diego nałożyliśmy kawałki pizzy na talerze. Usiedliśmy w czwórkę do stołu i zaczęliśmy jeść.
- Nie wierzę, że sami zrobiliście. - zaśmiała się ciocia.
- Naprawdę sami! - upewniłam ją.
- Przepyszna.
Spojrzałam z uśmiechem na Diego i przybiłam mu piątkę. Po posiłku Diego oznajmił, że niestety musi wracać do domu. Uścisnęłam go i pożegnałam się. Federico wziął mnie na bok podczas, gdy ciocia sprzątała ze stołu.
- Vilu? Skąd tutaj nagle Diego się znalazł? Leon nie będzie o ciebie zazdrosny? - zapytał.
- Leona nie ma i nie będzie. - przełknęłam ślinę.
- Co? Ale wy przecież...
- Nie ma już nas. - przerwałam mu.
- Może z nim porozmawiam? - spytał.
- Nie! O nic go nie pytaj, nie rozmawiaj, nie zaczepiaj. Zerwij z nim kontakt. Nie odpowiadaj i nie dopytuj o nic, co jest związane ze mną. Skoro nie chce... Może kiedyś zrozumie. - mówiłam.
- Wy...?
- Tak. - jęknęłam powstrzymując płacz.
Poczułam w odpowiedzi jedynie mocny uścisk brata.
Hejka, kochani! :)
Czy u was też jest tak pochmurnie? :( Jejku, ja chcę nad morze... Był już ktoś z was? Co sądzicie o rozdziale? :) Jak widzicie, jak na razie rozdziały staram się dodawać regularnie, ale dzisiaj przyjeżdża do mnie kuzyn i zostaje ze mną na miesiąc. Będę musiała poświęcić mu troszkę czasu, ale myślę, że znajdę dla was chwilkę :)
Bardzo, bardzo dziękuję wszystkim, którzy skomentowali ostatni rozdział <3 Jeszcze troszkę i 70 000 wyświetleń <3
Kocham,
Niunia :*

